Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikołaj czyli kto?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikołaj czyli kto?. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołaj, czyli kto?



06.XII
Kto nam przynosi prezenty?



Nie ma co ukrywać – jest z tym pewien kłopot. Większość z nas, kiedy byliśmy dziećmi, uczono zapewne, że prezenty przynosi Mikołaj. Choć tu i ówdzie pojawiała się konkurencja w postaci Dziadka Mroza.

Obaj brodacze konkurowali ze sobą w naszej tradycji na tyle długo, żeby zrobił się z tego niezły świąteczny bigos. Jednym z ciekawszych aspektów tej rywalizacji jest uwiedzenie przez chrześcijańskiego (no, powiedzmy, że chrześcijańskiego, bo jest to raczej złożona kulturowo postać) świętego towarzyszącej słowiańskiemu Mrozowi Śnieżynki. Sama ze swego dzieciństwa pamiętam szkolne świąteczne apele, gdzie ta dwójka właśnie – chrześcijański święty Mikołaj i słowiańska Śnieżynka jako jego pomocnica razem rozdawali dzieciom torebki ze smakołykami.

Dziadek Mróz jest od Mikołaja znacznie starszy, jest też postacią z naszej rodzimej słowiańskiej mitologii, dlatego my, rodzimowiercy, wracamy do niego bardzo chętnie i to jemu powierzamy obdarowywanie naszych bliskich prezentami.

Warto sobie jednak uzmysłowić, że nie on jeden przynosił podarki słowiańskim dzieciom. W zależności od regionu Słowiańszczyzny natrafiamy na różne trudniące się tym postaci.

Piękna, ale zarazem i problematyczna jest ta różnorodność. Skąd właściwie się wzięła?

W sposób metaforyczny problem ten opisał Czesław Białczyński. Naszą przebogatą mitologię porównał on do wielkiego dzbana, który dawno temu został rozbity. Odłamki rozsypały się po całej Słowiańszczyźnie. Różne słowiańskie plemiona pielęgnowały każde swój odłamek. Z czasem jednak zaczęto fragmenty uważać za całość. Stąd właśnie wszystkie te różnice między nami. I choć nie są to bynajmniej różnice, które mogłyby braci Słowian poróżnić, czasem – kiedy zapomnimy o dawnej spójnej Całości – mogą one nas dziwić, mogą sprawić, że poczujemy się w tym wszystkim nieco zagubieni.

Z moich obserwacji wynika, że różnice dotyczą nie tylko świąt czy panteonu bogów lub pomniejszych boskich i półboskich bytów (jeden naród na przykład wywyższa jednego z nich, inny drugiego, a trzeci zdaje się w ogóle takiego bytu nie znać [czyt.: nie przechował pamięci o nim]). Różnice bardzo często dotyczą też aspektu danego święta czy postaci boga. Weźmy tutaj bardzo prosty przykład świąt przesilenia i równonocy. Porównując już same nazwy w języku polskim i słowackim można dojść do wniosku, że odnoszą się one do czegoś nieco innego. Nasza równonoc to po słowacku rovnodennost czyli „równodzień”. A więc jest to jakby drugi biegun, druga strona tego samego medalu. Jeszcze ciekawiej jest z przesileniami. Nasza polska nazwa nawiązuje do momentu astronomicznego. Natomiast nazwa słowacka – „slnovrat” czyli słońcewrota – to jakby skrócony opis obrzędu podczas święta przesilenia (rozpala się najpierw cztery watry, będące symbolicznymi bramami/wrotami słońca, a następnie watrę środkową, w punkcie przecięcia się linii, wyznaczonych przez cztery pozostałe). 

Szósty grudnia to kolejny przykład takiej różnicy w kładzeniu nacisku na dany aspekt wydarzenia/święta: jednych nawiedza tego dnia Dziadek Mróz, raczej sroga postać - sroga jak sam mróz (widzimy tu aspekt klimatyczny; nie dziwi więc, że Dziadek Mróz odwiedza Rosjan); natomiast do innych przychodzi tego dnia, niemal jak z wizytą do rodziny, Dziad - "Deduch" (aspekt rodowy).

Opcja słowacka czyli…
Dziad


Słowacy, w znacznie większym stopniu niż my, przechowali pamięć o Duchu Przodków (Duch Przodków to jakby cały kolektyw naszych rodowych Przodków, reprezentowany symbolicznie przez jednego Ducha. Czasem dzielony na męską i żeńską postać). Rzeźbione figurki Dziadów i Bab są na terenie Słowacji bardzo częstymi znaleziskami. W każdej słowackiej chacie był dla nich przeznaczony specjalny kąt, najczęściej naprzeciwko pieca. Figurki te brały udział w uroczystościach rodzinnych – powitaniach nowego członka rodu, zaślubinach itp. Nie dziwi więc, że szóstego grudnia słowackim dzieciom prezenty przynosi właśnie Dziad czyli Duch Przodków.

Poniżej tłumaczenie artykułu Žiarislava, dotyczące postaci tego dar-czyńcy:


SVIATOK MIKULÁŠA JE PôVODNE SVIATKOM DEDUCHA
(„Mikołajki” to tak naprawdę rodzime święto Dziada – Ducha Przodków)


[Zostawiłam oryginalny słowacki tytuł artykułu, chcąc zwrócić uwagę Czytelnika na podobieństwo nazwy słowackiego Dziada czyli Ducha Przodków – „DEDUCHA” do zachowanego u nas diducha czyli snopka żyta, ustrajanego na Szczodre Gody (słowiański „przodek” choinki) – J.K.]



Žiarislav:


Niektórzy płaczą, że amerykański Santa Claus wypiera dziś „naszego” świętego Mikołaja. Lecz prawda jest taka, że to rzymski Mikołaj wyparł naszego Dziada. Do niektórych wiosek i osad Mikołaj dotarł dopiero z początkiem tudzież w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Aż do tego czasu nie praktykowano tam obchodów z Mikołajem [obchodów rozumianych dosłownie jako obchodzenie wsi z kimś przebranym za Mikołaja – J.K.], praktykowano za to coś innego – jednym ze świętych obrzędów poprzedzających Przesilenie zimowe były obchody z Dziadem (albo z niedźwiedziem).

Święty Dziad wyobrażał Ducha Przodków – Ducha Rodu. Czciły go wszystkie rodziny i rody w czasach swobody duchowości Przodków, jak również i później, kiedy zostaliśmy owej wolności pozbawieni. Wiemy, że Kościół, zakazując rodzimych świąt, zastępował je innymi. Ducha Przodków Słowian i Słowaków zastąpić miał kult biskupa Mikołaja.

Postać Mikołaja, we wschodni Kościele przedstawianego jako łysego, ubrana została w wiele „ludomilnych” legend, których prawdziwości nie można udowodnić. Bardziej lub mniej wiarygodne jest to, co zrobić miał w roku 325 n.e. Wówczas brał on udział w Soborze Nicejskim, w którym uczestniczył także rzymski cesarz Konstantyn Wielki. Wówczas to napadł Mikołaj na aleksandryjskiego biskupa Ariusza (arianizm) i to nie tylko słownie ale również podobno i dosłownie [w oryginale artykułu czytamy „cieleśnie” – J.K.]. Przypomnijmy, że arianie byli to wcześni chrześcijanie, którzy pojawili się na terenach dzisiejszej Słowacji oraz w okolicznych krajach. Byli oni przez Kościół rzymsko-katolicki mocno uciskani. Mikołaj, którego Kościół uznaje za świętego, gorliwie zwalczał wszelkie „herezje” (w tym i arianizm) jak również wszelkie przejawy rodzimych duchowych prądów/wiar określanych jako pogańskie. Znane na terenie Słowacji obchodzenie (wsi/osady/domów) z Mikołajem i czartem to nie przypadek. Jak Mikołajowi nie starczy rózgi, to i czart jest dobry, żeby ukarać „pogaństwo” i „herezje”…

Kiedy Mikołaj rozdawał będzie cukierki, przypomnijcie sobie o cierpieniach zaznawanych u dentysty. Gdyby zastąpił go jego poprzednik – mądry Dziad, rozdawałby raczej zdrowsze łakocie – orzeszki albo suszone owoce…

Obchodzenie domostw z Dziadem było naszym pradawnym zwyczajem, mającym bardzo długą tradycję.

W niektórych wioskach „Stary” czyli Dziad (sł. „ded”), mógł wcielić się podczas obrzędowego spektaklu w postać niedźwiedzia (sł. „medved”), dlatego mogły to być także obchody z niedźwiedziem. Po tym przedgodowym obrzędzie Dziad nie znika – jego postać odegra za chwilę ważną rolę w kolędowaniu – obrzędzie witania nowego Słońca. W czas Przesilenia zimowego po osadzie rozbiegali się kolędnicy (czterej strażnicy stron, a jeden z nich to właśnie Duch Przodków, nazywany „Starym”). A więc albo Rod albo Duch Przodków w postaci Dziada zwiastował w „mikołajki” zbliżające się Święto Godowe/ Przesilenie zimowe. Było to w okresie pomiędzy [dzisiejszymi] jesiennymi Dziadami a Przesileniem, w czasie, kiedy drzewa straciły już liście, dni stawały się coraz krótsze, gdy nastał czas, kiedy koniecznym stawało się ogrzewanie domów i oszczędzanie zapasów, kiedy zaczynało się więcej rozmyślać nad sprawami ducha. Właśnie wtedy – w tym czasie oczekiwania na odrodzenie (nowe narodziny) słonecznego boga – syna ognia niebieskiego, Swaroga – przychodzi i przedstawia się dzieciom postać Dziada – Przodka, który jest w nas, Ducha, z którym łączność przekazywana jest nam od Przodków, i którą my przekazujemy naszym potomkom i naśladowcom.

Dlatego właśnie to postać naszego „mikołajkowego” Dziada a nie historyczna postać biskupa Mikołaja posiada „właściwości” Ducha Przodków: odzież ma czerwoną jak ogień a do wnętrza domów dostaje się przez komin, poświęcony, podobnie jak dawniej piec, duchom Przodków. Zarośnięty (brodaty, długowłosy) niczym „Stary” z godowej kolędy, rozdaje Dziad dary. Lub karze – wszystko w zależności od tego, kto na co, z punktu widzenia Ducha Przodków, sobie zasłużył. Aby droga była dobra, do ciżmy podarek włoży.