wtorek, 11 października 2016

Woda, Wodeńka






Skrzy się i rozwija
Wodny wachlarz
Dziwo-wija
Radośnie przyjmuje i paproć i żmija
Ja też pokłon mu oddaję
Zanurzam swe usta,
Piję i płynie woda chłodna
Rześka i łagodna
(...)
Za podszeptem rozumu
Wały buduję
Strumień zatrzymuję
Zanurzam się cały
Szczęśliwy i oniemiały.

Ale cóż to!? Gdzie źródełko???
(...)
Groblę czym prędzej otwieram
Głowa już wystaje
(...)
I odczuwam sercem
I wały rozbieram
I staję na nogach!
Jest źródełko piękne
Jest mej mocy woda!
(...)
Ktoś pomyśli - to tylko woda.

Piotr Kudrycki, 
"Źródełko malutkie" - fragm.




Człowiek niemal w całości składa się z wody. Woda jest głównym budulcem naszych komórek. Każdej komórki naszego ciała.
Woda, wodeńka. Czym właściwie jest? 


Mówimy o niej często, że jest krystalicznie czysta. Niektórzy wiedzą, ale mało kto ma stale na uwadze, że nie jest to tylko literacka metafora. Cząsteczki wody tworzą bowiem kryształy.

Chodzi oczywiście o stan stały wody, czyli o lód. Wiadomo też, że zamrożona i na powrót rozmrożona woda zalecana jest do picia, ponieważ posiada wówczas taką samą strukturę jak woda w komórkach naszego ciała.

Ponieważ woda w stanie stałym jest substancją występującą naturalnie oraz posiada uporządkowaną strukturę krystaliczną, uznawana jest przez naukę za... minerał. Niby nie wiedzieli o tym nasi przodkowie, a jednak mówili o wodzie - mając na myśli jej stan ciekły - że jest kryształowa.


Przodkowie wiedzieli też, że jest woda jest żywa. Oraz, że posiada pamięć. Wodę "programowano", kreśląc na przykład na jej powierzchni zaklęcia, a więc czarując - prasłowiańskie słowo čara to kreska, nakreślona linia.

Pamięć wody została ponownie "odkryta" przez homeopatę Samuela Hahnemanna, pojęcie zaś rozpowszechnił francuski immunolog Jacque Benveniste, który prowadził badania nad roztworem przeciwciał, rozcieńczonym do tego stopnia, że nie było już w nim ani jednej cząsteczki substancji czynnej. Tym doświadczeniem Benveniste potwierdził, że woda zachowuje pamięć o tym, co wcześniej było w niej rozpuszczone.  


Biorąc pod uwagę, w jakie ścieki, wręcz kloaki i chemiczne tygle zamienione są nasze jeziora i rzeki... chciałoby się wyprzeć ze świadomości fakt pamięci wody. I większość ludzi niestety go wypiera. Mamy przecież oczyszczalnie, w których mechanicznie i chemicznie usuwa się z wody zanieczyszczenia. Problem w tym, że po pierwsze - w przyrodzie nic nie ginie (gdzie więc "znikają" nasze nieczystości i chemia?!), a po drugie ta chemicznie i mechanicznie "czysta" woda ma w sobie pamięć kloacznego i poprodukcyjnego ścieku. Dodatkowo woda z wodociągów "wzbogacona" jest o chlor lub fluor. Tak, fluor. Ten sam, który zwapnia szyszynkę, ten sam, którego unikamy, nie stosując fluoryzowanych past do zębów.  


A jaką pamięć ma woda ze źródła? 

Pamięć Ziemi, Matki Ziemi. Jest ona - dosłownie - namagnetyzowana Ziemią, jest pełna jej energii, jej życiowej siły, którą może na nas przelać, w nas wlać. Ma swoje miejsce w ciszy i spokoju, u stóp wielkiego drzewa-opiekuna, w objęciach jego korzeni, w niecce wydrążonej w skale i glinie; oto miejsce, które chroni i rodzi życie - maleńkie kijanki, ślimaczki, młode salamandry. Pająk tka u wejścia do niej cieniutką zasłonkę pajęczyny, dzięki czemu nie wpadają tam liście. Oko Matki Ziemi - jak źródła nazywa Žiarislav. 

  
Wodę, o czym wiedzieli nasi przodkowie, a o czym powoli dowiaduje się i przekonuje nauka, można zaprogramować (po dawnemu: zaczarować). 


Japoński naukowiec Masaru Emoto w wielu przeprowadzonych badaniach udowodnił, że myśli, słowa i emocje wpływają na strukturę krystaliczną wody: im wibracyjnie są one wyższe, tym piękniejsze i bardziej uporządkowane struktury przybierają cząsteczki wody.


Nasi dziadowie wiedzieli o tym dużo wcześniej. Na obszarze całej Słowiańszczyzny używano niegdyś czerpaków, bogato zdobionych symbolami nie tylko od zewnątrz, ale i wewnątrz. Symbol - często rozeta, czyli "kwiat życia" albo swastyki-świaszczyce wyrzeźbione na dnie czerpaka, nie tylko pomagały pielęgnować w człowieku świadomość, ale i "programowały" wodę, ponieważ określony symbol to określona wibracja i określona informacja. 


Do dziś mówi się o "czerpaniu" wiedzy. Pijąc Żywą Wodę o ładnej (czyli uporządkowanej, będącej w ładzie) strukturze krystalicznej, wodę namagnetyzowaną i napełnioną informacjami przez Wielka Matkę, dostajemy informacje u samego źródła. Czerpiemy wiedzę o świecie i o nas samych, istotach duchowo-biologicznych zależnych od przyrody i od jej stanu (stavu, jak mówią Słowacy). 


Jaki jest Twój stav (stan)? Jaką wodę, z jaką pamięcią, z jakimi informacjami w siebie wprowadzasz? Czym nasiąkasz? Jak to się odzwierciedla na stanie Twego ducha. jaki jest stav Twojego ducha?


Miałam kiedyś taki przypadek - z bliską osobą przechadzałam się brzegiem Nysy Łużyckiej. Rzeka była aż sina od zanieczyszczeń, śmierdząca. Osoba, z którą byłam, powiedziała głośno: "Ale syf!" Wtedy poczułam coś, czego nie zapomnę nigdy. A przecież tak wiele razy sama używałam tego określenia!

Poczułam, że nazywać rzekę ściekiem, bagnem, syfem, jest tym samym, co nazywać zgwałconą kobietę dziwką, brudną ladacznicą. Poczułam, że ona w tym stanie stokroć bardziej potrzebuje dobrego słowa (zaklęcia uwalnającego, odklęcia), potrzebuje ciepłych i serdecznych myśli, odwołania się do Życiowej siły, która mimo wszystko wciąż w niej jest, skoro u jej brzegów rozwija się roślinność. Poczułam, jak bardzo potrzebuje uwagi i miłości.


Ale wejść do niej... wykąpać się... wypić... kto miałby odwagę? 


Pamiętam jeszcze z dzieciństwa czystą rzekę, w której oprócz nas, dzieci, pływało mnóstwo raków. Bałam się tych raków, ale koledzy mówili z zadowoleniem i dumą, którą napawała ich okolica, że to znak, że woda jest czysta. Można było siedzieć w jej nurcie godzinami, można było ją pić.


Dzisiaj nie odważyłabym się wejść do wielu rzek, o napiciu się nie wspominając. Mitologia słowiańska naucza, że tych, którzy zaśmiecają lub w inny sposób zanieczyszczają wodę, spotyka kara. Kara - nie oznacza, że ktoś kogoś postawi u pręgierza i wymierzy mu kilka batów. Kara oznacza poniesienie konsekwencji; wpływ zanieczyszczenia na zdrowie fizyczne, stan duchowy człowieka, stan jego świadomości. Mity słowiańskie absolutnie zakazują plucia i oddawania do wody moczu. O grubszych sprawach nawet nie mówiąc. Z biologicznego punku widzenia jest to jak najbardziej logiczne i uzasadnione - człowiek jest ssakiem lądowym i jak inne ssaki lądowe powinien załatwiać się na ziemię. Tam jest to nawet mile widziane przez przyrodę, która zamieni nasze wydaliny w nawóz i pokarm dla roślin. Ale do wody? Czegoś takiego przyroda dla nas nie przewidziała. Lecz my, jak to my, zawsze mądrzejsi, zawsze skłonni do wygodnictwa - stworzyliśmy sobie system odprowadzania moczu i kału do wody. Kanalizacja. Każdy dom, każde mieszkanie, wszystkie wsie i wszystkie miasta działają w ten właśnie sposób. Każdego dnia, każdej godziny, minuty, sekundy... wylewamy hektolitry ścieków do naszych rzek i strumieni. Nawet w górach, gdzie obecnie mieszkam, górski potoczek po zaledwie kilkudziesięciu metrach od początku swego biegu wygląda czasami jak kanał ściekowy. Te kanały ściekowe (potoczki) łączą się potem we wspólne kanały ściekowe (rzeki), przez całą Polskę leje się to ściekowisko ku uciesze naszych dzieci, ku naszej własnej radości, aż ujście znajduje wszystko w Bałtyku:

(Uwaga - film, oprócz uzmysławiania prawdy, sieje też nieco prozachodniej propagandy, którą należy z powrotem odsiać. Przede wszystkim można tu odnieść wrażenie, że Zachód (Niemcy) i Skandynawowie nie generują zanieczyszczenia, co jest zupełną nieprawdą. Pamiętajmy o poniemieckich bombach (iperyt) na dnie Bałtyku. Również rozlewanie gnojowicy na polach to właśnie niemiecki system gospodarowania. Większość wielkich farm na słowiańskich ziemiach to farmy amerykańskie bądź robione na amerykańską modłę. Wreszcie stwierdzenie, że małe gospodarstwa (do 30 zwierząt) to nie jest kierunek - to również bzdura, bo jest to po pierwsze całkiem możliwe, jak i byłoby to JEDYNE normalne, proludzkie i prośrodowiskowe rozwiązanie, trzeba by tylko jeść tyle mięsa, co dawniej, czyli... od święta, a nie jak dzisiaj - codziennie i do wszystkich posiłków. Przy okazji mielibyśmy mniej zakwaszone organizmy, a więc nie chorowalibyśmy tak powszechnie na raka).



Czy tego właśnie pragniemy? Zalać się ściekami, pić i wchłaniać ścieki? Bo pamiętajmy o programowaniu oraz o pamięci wody.



Žiarislav tak pisze o pozycji wody podczas ćwiczenia Czterech Żywiołów


Z pozycji wyjściowej kładziecie się do wodo-równej; leżycie na brzuchu, z dłońmi na ziemi, patrzycie przed siebie. Oddychacie głęboko, spokojnie, światło dengi-dúhy (aury) żarzy się  jasnozielono. Wyobrażając sobie rzekę, zmywajcie z siebie niesprzyjające siły. Uwolnijcie się, wszystkiego się pozbądźcie. Pozwólcie przepływać w was życiowej sile - żywii, spławiać nieczystości, wyrównywać nierówności. Napełnijcie się czystością stworzenia, świętą cieczą, silną swoją słabością, przepuszczalnością, pojętnością. Nasiąkajcie jej dobrymi właściwościami: czuciowością, wrażliwością, delikatnością, prze-wodzeniem, wyrównywaniem, (g)ładzeniem, ład-nością, przyjmowaniem, ożywianiem.


Przyjemne?

Proponuję zatem małe doświadczenie:

Na chwilę zanurzcie się wyobrażeniem w nurcie rzeki zanieczyszczonej, pełnej pofabrycznych chemicznych ścieków i ścieków kanalizacyjnych. Gęsta, śmierdząca, bura zawiesina ogarnia całe ciało, chłoniecie ją przez skórę, nasiąkają nią Wasze komórki. Otwórzcie usta, napijcie się, roprowadźcie na języku jej smak... 

Wyobraźcie sobie, jak wpływacie do oczyszczalni  ścieków, trzęsie Wami, miota, coś Was rozbija...

Wyobraźcie sobie potem wodę w wodociągu: chlor lub fluor, pęd wody w przewodach z metalu lub tworzywa sztucznego, maleńkie kryształki-cząsteczki wody z impetem uderzające o każde zagięcie rury, roztrzaskujące się wówczas, chaotyczne, zdeformowane, rozbite...


Mnie takie wyobrażenie aż boli. Prawda jednak jest taka, że właśnie coś takiego leci, gdy otwieramy kurki w kranie. Taką wodę, takie informacje i wibracje pijemy, takim czymś nasiąkamy. Można to oczywiście nieco ulepszyć, przeprogramować, na przykład modlitwą. Tyle, że jeszcze nie widziałam, żeby ktoś to rzeczywiście na co dzień robił. 


Kiedy wiele lat temu krok po kroku wstępowałam na ścieżkę duchowości słowiańskiej, kwestię wody od razu pojęłam jako kwestię podstawową. A nie wiedziałam jeszcze wtedy o niej wielu rzeczy.


Nie wiedziałam na przykład tego, że z pomocą Żywej Wody można przeprogramować siebie, że związane jest to z wymianą wody w komórkach, co trwa nieco ponad 40 dni. Jeżeli na przykład chcemy być mniej marudni, przez 41, 42 dni utrzymujemy w sobie stale stan zadowolenia, radości (już choćby mała chwila złości niweczy ten proces). Po tym czasie, kiedy woda w komórkach zostanie całkowicie wymieniona, dobry nastrój "wchodzi nam w nawyk". Dobrze, żeby temu duchowemu procesowi towarzyszyło dostarczanie rzeczywiście czystej, wzmocnionej życiową siłą i magnetyzmem Matki Ziemi wody, żeby właśnie taka trafiała do naszych komórek - to w końcu w niej nastąpi Nowy Zapis.


Po latach tułaczki po różnych miastach trafiłam do górskiego raju. 


Uznaję to za cud wyśniony, że nie mam tu podłączenia do wodociągu i kanalizacji (jest maleńkie szambo oraz nowość - zewnętrzny wychodek), że wodę czerpię ze studni (nie głębinowej, tylko takiej zwykłej, płytkiej, jak to drzewiej było), a po wodę do picia mogę pójść do źródła.

  
Chcąc nabrać wody do picia, trzeba kawałek, kawałeczek, pięć minut, przejść spacerkiem na skraj lasu. Tam trafia się w miejsce zaciszne, które również człowieka wycisza, o czym już nie raz się przekonałam - nagle znikają problemy, nerwowość, nagle zapomina się o wszystkich złych wiadomościach, propagandzie i waśniach, co (mimo braku telewizora) przedostaje się czasem do człowieka przez różne inne media. Tutaj to wszystko znika. 


To jest prawdziwa świątynia, tu ciurlika strumyczek, czasem ćwierkają ptaki, tu powietrze jest wonne od żywicznych kadzideł oddychających drzew, tutaj w kamienno-glinianym ołtarzu mieści się skrzyste lśniwo świętej Żywej Wody.


Przyklękam przy źródle, delikatnie zrywam jedną trzecią zasłonki-pajęczyny, tylko tyle, ile naprawdę konieczne, żeby przez otwór przecisnął się czerpak. Resztę pajęczynki zostawiam, dziękując niezmordowanemu pająkowi za ochronę niecki przed spadającymi z drzew liśćmi. Zanurzam czerpak w zimnej, przejrzystej wodzie. Nastaje cisza. Zawsze nastaje, jakoś tak sama z siebie. Bo jest to święta chwila. Może ta cisza tylko w człowieku nastaje, a może tak samo na zewnątrz, jak wewnątrz. Wynurzam czerpak, przelewam skrzystą wodę do szklanej butli. Woda nie znosi plastiku. Gliniany dzban miał skłonność do pleśnienia, był chyba źle wypalony. A więc szkło. Widać przez nie różnicę między wodą ze źródła, a choćby wodą ze studni. Ta ze źródła zawsze skrzy kryształowo, w szczególności ustawiona w słońcu. W ciszy nabieram kolejną porcję tego żywego cudu. A potem kolejną, kolejną i kolejną...

Latem czasami bardzo mało jest wody w studni (w źródle zawsze był do tej pory dostatek). Łatwo sobie z tym poradzić, zbierając deszczówkę, która do mycia i polewania roślin jak najbardziej się nadaje.


Wody w studni brakuje, ponieważ wycinka drzew w okolicznym lesie (państwowy, a nawet park krajobrazowy) była zbyt... była w moich oczach po prostu rabunkowa. By Niemiec mógł się publicznie chwalić, że pali w kominku polskim i litewskim drzewem? Co będą swoje drzewa marnować, skoro Polak tak chętnie (się) sprzeda. Słyszałam to w niemieckiej telewizji, aż łzy cisnęły się do oczu. W ciągu kilku lat właściwie zrujnowano ostatnie dobrze prosperujące przedsiębiorstwo jakim były Lasy Państwowe. Wycinka się stale nasila, proceder trwa, tymczasem  lasy przestają trzymać wodę. Czy Polska stanie się kiedyś pustynią?


Z tym sprzedawaniem dóbr narodowych to w ogóle polskim(?) rządom idzie doskonale. Niemcy wykupują kopalnie (po co, skoro są nierentowne, a Niemcy są takie "zielone"?). Również polskie wodociągi mają zostać (już zostały?) sprzedane pewnemu nie polskiemu bynajmniej, nawet nie europejskiemu narodowi.


Ja tu w tym górskim raju przynajmniej nie muszę się bać o to. Mam tu w tym względzie pełną swobodę. Swobodę - jedną najwyższych wartości dla Słowian.


Mam?

 
Miałam?


Niektórzy przyjaciele i współpracownicy radzą, żeby podpiąć dom pod wodociągi i kanalizację. By przyjeżdżający goście mieli zapewnione niezbędne standardy. Ja wiem, że ci ludzie chcą dobrze, wiem, że kierują nimi dobre chęci. Rozumiem też wagę ich argumentów. Ja jednak, by rzeczywiście móc czuć się Słowianką, chciałabym zrezygnować z pewnej wygody na rzecz życia zgodnego z przyrodą i taką właśnie wartość pokazywać, uzmysławiać innym, między innymi poprzez taki dom. 


Co innego, kiedy warunki zastane uniemożliwiają życie całkowicie zgodne z wyznawanymi przez siebie wartościami. Na przykład w dzisiejszych miastach właściwie skazani jesteśmy na dostosowanie się do panujących tam warunków. Nikt przecież nie będzie stawiał wychodka na chodniku przed domem, ani nawet w miejskim parku. Jednakże w sytuacji kiedy mamy wybór, odpowiedzialność za podjętą decyzję spada na nas. Jeżeli chcemy z tego pięknego miejsca rozpowszechniać i rozsławiać duchowość słowiańską, która jest duchowością opartą na czci dla przyrody i wszelkiego życia - i mamy możliwość istnieć w oparciu o przyrodę, w zgodzie z nią i z jej prawami - a się od owej możliwości odetniemy ze względu na wybór systemowych standardów i większą wygodę, wówczas moim zdaniem stracimy prawo do wypowiadania się na temat słowiańskiej duchowości.


To miejsce może - niczym żywioł wody - być silne swoją słabością. Możemy je prowadzić udoskonalać w zgodzie z duchem przyrody, ze słowiańskim duchem! Potencjał wynikający z pozornych ograniczeń jest przeogromny! A warunki, choć surowsze, zbliżają do przyrody, do żywiołów, do odczucia, jak żyło się jeszcze niedawno, kiedy jako ludzie nie byliśmy pasożytami na ciele Matki Ziemi. Jest Żywa Woda ze źródła, jest miska z deszczówką do mycia, jest strumień, w którym się można wykąpać... Jest też wychodek, taki samiuśki, z jakiego sąsiadka staruszka całe życie korzysta. Są tacy, co mówią, że zimą jest niemożliwe, by gość chadzał do wychodka. Spytajcie staruszki, czy jej to w czymś wadzi, czy może uwłacza godności, czy dla kobiety jest niehigieniczne i śmiertelnie niebezpieczne?


Dla mnie niehigienicznie jest pić pokloaczną, martwą wodę.
A wbrew moim wartościom jest generowanie ścieków.


Wołam więc do dusz wolnych, swobodnych, dusz z dziada pradziada żyjących w przyrodzie: doceńcie potencjał prostoty!

I niech się w Was, ludziach, obudzą Wewnętrzne Dzieci! Niech wspomną na czasy młodości, na spanie w stodołach, na sianie, na radość z wiejskich (nie)wygód, na śmiech przy swojskim wychodku. Tego nie zastąpi już hotel o wysokich standardach, zresztą, taki hotel dziś każdy ma w domu. Niech swojskość tego miejsca pomoże Wam wrócić do czasów, gdy mało było trzeba, by czuć się po prostu szczęśliwym! 


Spójrzcie, co się stało z wakacyjnymi miejscami noclegu - kiedyś, byle nad głową dach nieprzeciekający, wieczorem ognisko i śpiew do samego rana - dzisiaj koniecznie osobna łazienka, wi-fi i telewizor... Standardy zastąpiły radość przeżywania. Są też zagrożeniem dla zachowania regionalnej odmienności - jeden po drugim znikają stare domy, trudno już rozpoznać po budownictwie, gdzie się człowiek znajduje.



Błagam, zachowajcie to miejsce w jego pierwotnym stanie! Niech służy krzewieniu rodzimej duchowości i zdrowiu. Podstawą przecież obojga jest... woda! Woda, o której słowiańskie przysłowie mówi, że powinna być pierwszym lekarstwem na wszelkie choroby!



"Zostawcie nam strumyka czysty bieg" 
Marek Grechuta w imieniu dzieci.



"Czas wreszcie przestać robić z natury ludzkich igraszek wielkie śmietnisko."

Marek Grechuta




WIEDZA O WŁAŚCIWOŚCIACH WODY ZAWARTA W SŁOWIAŃSKICH SŁOWACH I ZWROTACH: 

Wiedzę i mądrość czerpiemy
Czerpiemy także radość
Mądrość wlewa się komuś do głowy
Ktoś / coś może być źródłem wiedzy
Ktoś stał się wylewny
Ktoś przelewa na kogoś swoją miłość, uczucia
Płynne ruchy to ruchy swobodne
Spijamy mądrość z czyichś ust
Można się rozpłynąć ze szczęścia, w szczęściu człowiek się pławi
Przepływ wiadomości (informacji) musi być dobry
Natchnienie spływa na człowieka
Gdy między ludźmi "płynie", to znaczy, że dobrze im ze sobą, że się rozumieją
  

Vejan, w swojej piosence "Głos wieków" śpiewa o miejscach, które snują opowieści o dawnych dziejach, o tym, co się działo na naszej pięknej Matce Ziemi. Opowieści te zaklęte są na przykład w kamieniach. By je usłyszeć, wystarczy wyciszyć umysł, wystarczy przestać myśleć. "W kwitnącym gaju małe jeziorko / żywa i czysta woda tam wypływa. / Jej źródła, zdaje się, jeszcze nie znaleźli, / inaczej już dawno byłaby martwa w butelce. / Jeśli ją tam znajdą, nie chcę widzieć dnia, / kiedy na to miejsce wstąpi ludzki cień. (...) / Opowieści tego miejsca nie usłyszał już nikt"



Są dziewicze czyste dusze,
A czuć od nich szare mydło,
Gdy występek się częstokroć
Różanymi wody myje.
Heinrich Heine, tłum. Maria Konopnicka


Złe obyczaje człowieka wykuwa się w brązie, cnoty – zapisuje się na wodzie.
William Shakespeare


Maok - "Woda, Wodeńka".
Umywa nam oczy, kolana...
Umywa nam serca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz