wtorek, 14 stycznia 2014

Wbajanie Wartości


Fragment rozmowy w bajce (filmie) H. Miyazakiego „Laputa – podniebny zamek”:

- Wstań, księżniczko, gra skończona. Odpowiednie dla nas pomieszczenie – sala tronowa.

- To nie sala tronowa, ale nasz grobowiec. Król bez serca nie zasługuje na królestwo. Nie dostaniesz kryształu; zginiemy oboje. Już rozumiem, czemu ludzie z Laputy odeszli. Pewna pieśń w mojej dolinie wyjaśnia wszystko:
„Stopy oprzyj na Ziemi,
Żyj w harmonii z wiatrem,
Siej nasiona zimą
I ciesz się z ptakami wracającymi wiosną.”
Nieważne, czy masz mnóstwo broni i technologie. Życie nie może istnieć w oderwaniu od Ziemi!







Byłam ostatnio chora. Wyjątkowo paskudna grypa odebrała mi wszelkie moce. Napisanie choćby jednego zdania było ponad moje siły. Czytać też niespecjalnie mogłam – książki okazywały się niewiarygodnie ciężkie, a czcionka jakby przezroczysta… zielonkawe węże zdań pełzały po stronach; żeby pozbawić je ruchu przymykałam to jedno, to drugie oko, ale po chwili padałam wyczerpana jak po walce, w kurhan usypany z kołder i koców.

Kurację syropem z cebuli i zaparzonymi kwiatami lipy wspomogłam zachwytoterapią. A jeśli zachwytoterapia, to przede wszystkim moja ukochana bajka, właściwie film animowany pewnego, jak się o nim mówi, Króla Anime.

Gdyby jeszcze kilka lat temu ktoś powiedział mi, że jakiś film z tego akurat gatunku zdobędzie moje serce niemal na wyłączność, uśmiałabym się. Nie znałam anime, kojarzyło mi się z kreskówkami oglądanymi w dzieciństwie na Polonii 1 :) Dużo krzyku, mocno rozdziawiające się usta postaci, ich duże oczy i wielkie tryskające z nich łzy :) Jakie to szczęście, że Przyjaciel podsunął mi kiedyś tę bajkę… Przyjacielu – jeżeli to teraz czytasz, po raz kolejny rzucam Ci się na szyję i szczerym całusem w policzek wyrażam moją wdzięczność!



Wierzycie w miłość od pierwszego obejrzenia? Taka mi się przydarzyła. Hauru najwyraźniej rzeczywiście kradnie serca i zamyka je w swoim zamku. Kto oglądał, wie o czym mówię, kto nie… ten musi obejrzeć ;)

Kiedy tak leżałam w moim kurhanie, z ciężką od gorączki głową, którą starałam się odwieść od bólu, zajmując ją tym przepięknym filmem, samo zalęgło się we mnie pragnienie napisania o nim kilku zdań tutaj, na Przypiecku.

Ktoś mógłby zapytać, co takiego łączy japońskie anime z tym, o czym blog ten z założenia ma traktować – z naszymi rodzimymi wartościami.

Nie da się odpowiedzieć na to pytanie jednym zdaniem. Trzeba po prostu przedstawić osobę Króla Anime i jego dzieło, wtedy wszystko stanie się jasne.



Zamierzałam napisać tylko o jednym filmie, tym, który skradł moje serce. Ale po dłuższym namyśle postanowiłam rozbudować ten wpis. Przeszukałam sieć i znalazłam kilka dobrze napisanych i trafiających w sedno artykułów, dotyczących Króla i jego filmów. Pozwolę je sobie tu zacytować.

Wielu z Was na pewno produkcje te widziało, niemniej jednak zachęcam i Was do przeczytania poniższych rozważań, jako że skłaniają one do głębokiej – naprawdę głębokiej – refleksji, a tego nigdy nie jest za wiele.

Przede wszystkim zachęcam jednak tych, którzy z tematem zetkną się być może pierwszy raz – wiem, że takie zagęszczenie spojlerów w jednym miejscu jest ciężkostrawne, ale Przypiecek to już takie miejsce, gdzie roztrząsa się rzeczy gruntownie. I taki też jest cel niniejszego wpisu – ma on możliwie jak najpełniej przedstawić wartość dzieła znanego animatora. Wartość, która z mojej perspektywy, a piszę to jako Słowianka walcząca o odrodzenie rodzimej duchowości, jest nie do przecenienia. 

***



Tytuł tego wpisu składa się z dwóch słów, z czego jedno na pierwszy rzut oka wydaje się zawierać błąd ortograficzny.

Nie jest to jednak błąd; zostało ono przeze mnie zapisane tak z pełną premedytacją. Dlaczego „wbajanie” a nie „wpajanie” i dlaczego „Wartości”?

Zacznę może od tego drugiego. Nie wiem czemu, ale słowo „wartości” wybrzmiewało mi tu jakoś… no właśnie nie wybrzmiewało, było zbyt ciche. Nie chciałam podpierać go żadnym przymiotnikiem… wartościującym… bo chociaż wiadomo, że dana wartość może być dodatnia lub ujemna, to jednak „wartości” – plurale tantum w odniesieniu do człowieczego ducha i jego tzw. kręgosłupa moralnego, trudno określić mianem złe lub negatywne; mówi się wtedy raczej o ich braku albo zaniku. A skoro nie ma złych, to czy można mówić o dobrych, pozytywnych wartościach? Wartości są dobre, bo są wartościami; taka rzecz sama w sobie… Jednakże, kiedy zastanawiałam się nad tytułem tego wpisu, brakowało mi w tym słowie wykrzyknika; czegoś, co jak dźwięk rogu oznajmiłoby Czytelnikowi, że oto zaraz spotka się on z czymś naprawdę chwały i czci godnym. Wartości, te przez duże „W”, o jakich opowiem za chwilę, to grunt, w którym albo się (na powrót) jako ludzkość zakorzenimy, albo przepadniemy, prędzej czy później doprowadziwszy się do zagłady. Skończył się okres ochronny, skończył się czas, kiedy mogliśmy z podziwem ale i ze wzruszeniem ramion mówić o tych Wartościach: „piękne to, ale niemożliwe” lub „idea zacna, ale naiwna”. Dotarliśmy nad samą krawędź przepaści – jeżeli nadal to, co piękne, dobre i zdrowe uważać będziemy za niemożliwe, a co za tym idzie nie będziemy o to czynnie zabiegać, utracimy wszystko. Pazerność, rządza władzy, poczucie wyższości oraz wybraństwa, kłamstwo, hipokryzja, nieliczenie się z Matką Ziemią i antropocentryzm, a z nimi ich bękarty: niesprawiedliwość, fanatyzm, agresja, bieda i dewastacja środowiska – wszystko to nie tylko doprowadziło ludzkość do głębokiego kryzysu, który może się wkrótce zakończyć kolejną wojną wszystkich ze wszystkimi (właściwie wojna taka już trwa, w wielu krajach przebiega jednak bardzo dyskretnie); stoimy także w obliczu wielkiej katastrofy ekologicznej. Ziemia zapewne przetrwałaby taką katastrofę, bo wielkie są jej możliwości regeneracyjne. Ale my…

Jedyna nasza nadzieja w tym, że znowu zwrócimy się ku Wartościom.

Miłość, szacunek dla Ziemi i wszystkich zamieszkujących ją istot, dla innych ludzi oraz ich kultur, bezinteresowna pomoc, uczciwość, umiejętność zrezygnowania z czegoś, jeżeli zaspokojenie danej potrzeby/kaprysu wiąże się z krzywdą drugiego – jeżeli ktoś dzisiaj mówi o tym: „piękne, ale niemożliwe” – automatycznie staje po stronie ciemności, jako jej bezwolny sługa i przyszłe armatnie mięso.

Będą Wam mówić, że się nie da, że nie da się tak żyć i przeżyć w dzisiejszym świecie. Znana śpiewka. Czas najwyższy tę zdartą płytę wyłączyć, bo zagłusza tykanie zegara.


Obudzić w ludziach Wartości to trudne i odpowiedzialne zadanie. Niekiedy nie ma nawet czego budzić, trzeba je wskrzesić albo w ogóle zaszczepić. A potem trzeba jeszcze wykarmić i wypielęgnować, nim staną się w człowieku dojrzałe i samodzielne. Są ludzie, którzy taką pracę obrali sobie za cel i nie ustają w swych dążeniach od wielu lat. O jednym z takich bodhisattwów i jego bezcennym dziele traktował będzie ten dzisiejszy wpis. 



HAYAO MIYAZAKI, bo o nim właśnie mowa, Wartości ludziom WBAJA, czyli wpaja je tak, jak dawniej to czyniono – za pomocą opowieści, bajek, baj. Wszystkie jego bajki to niesamowicie potężne przekazy, które są w mocy dosłownie przeorać glebę duszy i w tym ożywionym, pobudzonym gruncie zasiać ziarno, którego siła „będzie gniotła niewidzialna” aż nas, marionetki i pasożyty na świadome, wdzięczne, wolne i dobre dzieci Ziemi przerobi. 



Oczywiście mówimy o jego znanych na całym świecie filmach animowanych, o jego anime. Ja jednak celowo i uparcie używać będę słowa bajka. Nie w dzisiejszym, spłaszczonym do wymiaru dziecięcej kreskówki znaczeniu, ale w znaczeniu starym, słowiańskim – takie moje prawo jako Słowianki, żeby słowiańskich określeń używać; niech się więc ta baj baje, niech nam szlachetny bajarz Hayao wbaja do głów i serc Wartości i Ideały, które – choć całkiem przeciwne kierunkowi, w jaki zmierza nasza cywilizacja – są jedyną gwarancją szczęścia i (biorąc pod uwagę postępującą w zastraszającym tempie dewastację środowiska naturalnego) w ogóle naszego przeżycia na Ziemi.






O BAJARZU GARŚĆ INFORMACJI



Hayao Miyazaki (*1941) to japoński mangaka, animator i reżyser filmów anime. Artysta podbił serca widzów (w każdej grupie wiekowej) na całym świecie. Na tę ogromną popularność złożyło się kilka czynników. 

Poniższa biografia Miyazakiego, której autorem jest Michał R. Wiśniewski, jest najlepszą, jaką udało mi się znaleźć. Zapoznanie się z dziejami artysty jest sprawą kluczową, jako że w jego filmach nie tylko znajduje się wiele odniesień do osobistych przeżyć, ale przede wszystkim pozwoli nam to dostrzec w nim wielkiego człowieka, filozofa, działacza na rzecz ochrony środowiska, sprawiedliwości społecznej, wolności i pokoju. Każda z jego bajek to swego rodzaju manifest, opakowany w doskonałą formę, której każdy najdrobniejszy szczegół budzi zdumienie i zachwyt, jest wypieszczony, wykochany na wskroś, od całych krajobrazów i złożonych maszyn, po najdrobniejsze źdźbło trawy chwiejące się na wietrze. Taka właśnie oszałamiająco urocza forma jest tu nośnikiem idei; w nią zaklął artysta wzory, wzorcowo czyste postaci, w których nie sposób się nie zakochać… W ten sposób wzór przedostaje się do naszej duszy i zostaje tam już na zawsze. Myślę, że w zależności od wrażliwości i stopnia świadomości człowieka różnie się tam potem rozwija lub przygasa, ale jedno jest pewne: jego siła – i tu po raz drugi posłużę się fragmentem lirycznego testamentu naszego słowiańskiego wieszcza – „będzie gnieść niewidzialna”.



Skoro już wspomniałam o formie, o obrazach… Myślę, że nie ma co sobie strzępić języka; to po prostu trzeba zobaczyć. Znalazłam w sieci film ze slajdami z różnych produkcji studia Ghibli z muzyką Joego Hisaishi, stałego współpracownika Miyazakiego. Oglądając te slajdy nie podobna nie poczuć palącego pragnienia znalezienia się nagle w przedstawionych tam  okolicznościach przyrody. Nie wiem, może nie każdy to poczuje, ale ja najchętniej wskoczyłabym w monitor, gdybym tylko mogła… Te slajdy przenoszą mnie w moje dzieciństwo, na wieś, gdzie się wychowywałam… Kiedy na to wszystko patrzę – ożywam. Czuję ten deszcz, te chmury, kamienie, mech i trawy…
Jednej rzeczy na tym filmie nie widać – nie widać tu ruchu; no, w końcu to jedynie slajdy. Normalnie wszystko się tam ciągle porusza i zmienia, woda płynie i błyszczy się, wiatr kołysze koronami drzew i głaska falujące łąki; chmury płynące po niebie co rusz zakrywają i odsłaniają słońce, przez co wszędzie panuje nieustanna gra światłocieni.
Polecam obejrzeć ten film w pełnym ekranie:




Michał R. Wiśniewski
„Mój sąsiad Miyazaki”
(wytłuszczenia moje – J.K.)





„Mija dokładnie sześćdziesiąt lat odkąd Japończycy wyprodukowali swój pierwszy pełnometrażowy film animowany. Dziś japońska animacja jest olbrzymim przemysłem, płodzącym co roku ogromne ilości popkulturowej pulpy, ale i skończone arcydzieła. Jedno z nich, obsypane nagrodami - w tym Złotym Niedźwiedziem i Oskarem - "Spirited Away" w reżyserii Hayao Miyazakiego, trafiło wreszcie do polskich kin.


Oskar, którym został uhonorowany film Miyazakiego tylko potwierdził stan faktyczny - Japończyk od lat uznawany jest za największego żyjącego twórcę filmów animowanych. Chylą przed nim czoła zarówno reżyserzy ze stajni Disneya, jak i awangardowi twórcy komiksów pokroju Jeana "Moebiusa" Girauda. Także Akira Kurosawa zachwycał się dziełami Miyazakiego i stwierdził, że wszystkie talenty, które chciałby mieć w przemyśle filmowym, zajmują się animacją. Nic dziwnego, skoro magia filmów Miyazakiego porywa widzów w każdym wieku.


"Spirited Away" to historia współczesnej dziesięcioletniej Japonki Chihiro Ogino, która wraz z rodzicami po przejściu przez tajemniczy tunel trafia do świata bogów. Nie jest to japońska wersja "Alicji w Krainie Czarów" - w magicznym świecie zamieszkiwany przez bóstwa nie panuje logika snu. Kraina rządzi się jasnymi, konsekwentnie egzekwowanymi prawami. Przekonają się o tym na własnej skórze rodzice Chihiro, gdy zostaną zamienieni w świnie. Tak wygląda kara za zjedzenie pokarmu przeznaczonego dla bogów...



Miyazaki urodził się w styczniu 1941 - roku Pearl Harbour - w Utsomiya, w prefekturze Tochigi.
Był dzieckiem wojny, ale w nieco innym tego słowa znaczeniu. Jego rodzina posiadała fabrykę produkującą części do myśliwca Zero. Czerpała zyski z wojny, a dzięki dobrym układom z władzami żaden z krewnych Miyazakiego nie musiał brać udziału w walce na froncie. Bezpieczne i bogate życie, najpierw obok wojennego cierpienia, a potem wśród powojennej nędzy, wzbudziło w chłopcu silne poczucie winy i zwątpienia we własne pochodzenie oraz wartość rodziny. Symptomatyczne, że w jego filmach rodzice są zawsze w taki czy inny sposób nieobecni (reżyser tłumaczy się, że w literaturze dziecięcej to brak rodziców daje swobodę działania młodym bohaterom): zaklęci rodzice Chihiro zostawiają ją samą sobie. Z drugiej strony pojawiają się (nie spokrewnione jednak z bohaterami) postacie wyraźnie wzorowane na matce Miyazakiego, kobiecie inteligentnej i charyzmatycznej. Także ona była nieobecna - w 1947 zachorowała na gruźlicę i spędziła 9 lat przykuta do łóżka, z czego 6 w szpitalu. Sytuacja ta posłużyła reżyserowi za kanwę jednego z jego arcydzieł, "Mój sąsiad Totoro".


Fragment rozmowy w bajce (filmie) H. Miyazakiego „Mój sąsiad Totoro”:

- Leśne duchy nie chcą być widziane.

- Ja też chcę je zobaczyć!

- I zobaczysz, jeśli będziesz miała szczęście… Przepiękne drzewo… Pamięta dawne czasy, kiedy ludzie i drzewa byli przyjaciółmi… Gdy je zobaczyłem, od razu wiedziałem, że powinniśmy tu zamieszkać. Wasza mama będzie się tu czuła jak w domu. Przywitajmy się grzecznie z drzewem i wracajmy na obiad. (…) Dziewczynki, baczność! [Ojciec, zwraca się teraz do samego drzewa:] Dziękuję, że zaopiekowałeś się May i tak miło nas tu przyjąłeś.

- [Dziewczynki chórem:] Prosimy o dalszą opiekę!



Historia japońskiej animacji i życie Miyazakiego są ściśle ze sobą związane. Przełomem dla obu było pierwsze kolorowe pełnometrażowe anime zatytułowane "Legenda Białego Węża" ("Hakujaden", reż. Taiji Yabushita). Pod koniec 1958 Miyazaki, który miał depresję związaną z przygotowaniami do egzaminów wstępnych na studia, został porażony siłą emocji zawartych w filmie. Pod jego wpływem podjął decyzję o zostaniu rysownikiem i animatorem - zainteresowania te rozwijał w czasie studiów, gdzie przyłączył się do "Koła badań nad literaturą dziecięcą", będącego w rzeczywistości klubem komiksowym. Towarzyszące od dzieciństwa rozczarowanie niesprawiedliwością świata pchnęło młodego Hayao ku marksizmowi. Sprzyjał temu klimat początku lat 60, w których do głosu doszły nielegalne przed wojną związki zawodowe i partie lewicowe. Była to naturalna droga dla młodego idealisty wierzącego w "prawdziwe demokratyczną Japonię". Studia ukończył w roku 1962 z tytułem magistra Nauk Politycznych i Ekonomii.



Rok 1963 to kolejna ważna data - powstał wtedy pierwszy odcinek serialu "Tetsuwan Atom" (znany na Zachodzi jako "Astroboy") autorstwa legendarnego "boga mangi" Osamu Tezuki ("Metropolis", "Black Jack"), animacja wkroczyła na srebrne ekrany. W tym samym roku Miyazaki rozpoczął pracę w "Toei Doga", studiu, które wyprodukowało "Hakujaden". Produkcja telewizyjna oznaczała wielkie zmiany w sposobie podejścia do animacji: seriale musiały powstawać szybko i tanio, co wiązało się ze spadkiem jakości. Niezadowalające warunki pracy i niskie płace w Toei doprowadziły do strajku animatorów. Miyazaki wziął w nim aktywny udział. Tym oraz ciężką pracą zyskał szacunek kolegów i w 1965
został sekretarzem związków zawodowych (ich wiceprezesem był Isao Takahata, do dziś przyjaciel i najbliższy współpracownik Miyazakiego). To kolejny motyw, który odnaleźć można w jego twórczości: postać, która nie ma oparcia w rodzinie zdobywa uznanie społeczności skonsolidowanej więzami pracy. Tak było z trzynastoletnią czarownicą Kiki ("Kiki Delivery Service"), która musiała dowieść swojej wartości przez samodzielne życie i pracę w wielkim mieście; tak samo jest i z Chihiro, która by ocalić rodziców podejmuje pracę w magicznej łaźni, w której odpoczywają bogowie.



W 1965 Miyazaki zaangażował się w małą rewolucję animatorów Toei. Film "Przygody Holsa, Księcia Słońca", opowiadający o solidarności małej społeczności wobec ataku zła, był dziełem w pełni demokratycznym - każdy członek zespołu miał wpływ na kształt dzieła. Realizacja projektu okazała się nieustanną walką z naciskami studia, przekroczono budżet i zakładany czas produkcji. Ukończony po trzech latach "Hols" okazał się najgorzej sprzedającym filmem w historii Toei - był zbyt inteligentny dla dziecięcej widowni. Odniósł jednak sukces artystyczny, stając się ulubionym filmem studentów, którzy dotąd uważali animację za coś dla dzieci. Tymczasem zmiany w życiu Miyazakiego sprawiły, że sam zapragnął tworzyć filmy skierowane do młodego widza. W październiku 1965 ożenił się bowiem z Akemi Ota, koleżanką z pracy. W styczniu 1967 przyszedł na świat ich pierwszy syn, który doczekał się młodszego brata w kwietniu 1969.


Fragment rozmowy w bajce (filmie) H. Miyazakiego „Ponyo”:

- Ile razy ostrzegałem cię przed ludźmi? Nie wolno ci tam wracać! (…)
- Ponyo chce być człowiekiem!
- Człowiekiem!? A co ty wiesz o ludziach? Okradają morze z życia. Sam kiedyś byłem człowiekiem. Ale wolałem poświęcić się dla Natury.


W 1971 Miyazaki i Takahata (który po przejściach z "Holsem" nie potrafił już dogadać się z Toei) przenieśli się do nowo założonego studia A-Pro, gdzie wreszcie mogli rozwinąć skrzydła. Zaraz potem Miyazaki pojechał do Szwecji, gdzie spotkał się z Astrid Lindgren. Nie udało mu się jednak zrealizować celu podróży - pisarka nie wyraziła zgody na ekranizację "Pippi Langstrumpf". Niezrażony niepowodzeniem reżyser stworzył film, "Panda i mała panda", historię małej, nieco przypominającej Pippi dziewczynki, która mieszka bez rodziców, ale z tytułowymi zwierzakami. Na bazie czarno-białego miśka Miyazaki stworzył w 1988 niesamowitą, ukochaną przez widzów postać leśnego ducha Totoro. Odmowa Szwedki wyszła wszystkim na dobre - może poza samą Pippi, której animowane przygody nie dorastały do pięt dziełom Japończyka. Duet Miyazaki i Takahata stworzył jeszcze kontynuację "Pandy...", po czym przeniósł się do "Zuiyo Pictures" (znanego dziś jako "Nippon Animation"). Wytwórnia ta wpadła na pomysł serii ekranizacji arcydzieł światowej literatury dziecięcej. Zrealizowano "Heidi", "Anię z Zielonego Wzgórza", "Małą Księżniczkę" i wiele innych, które okazały się przebojami i były emitowane także w polskiej telewizji. W poszukiwaniu plenerów Miyazaki odwiedził Szwajcarię, Włochy i Argentynę.
Fascynacja europejskimi widokami powróci w jego późniejszych dziełach, choćby w "Lupin III - Zamek Cagliostro", opowiadającym o wnuku słynnego złodzieja-dżentelmena. Tłem akcji filmu jest prześlicznie sportretowane fikcyjne europejskie księstwo. Miyazaki szedł zatem podobną drogą, co Kurosawa - czerpiąc inspirację z kultury Zachodu (w tym francuskiej i rosyjskiej animacji) - i podobnie jak Kurosawa, stał się dla Zachodu wzorem. Nawiązania do finałowej sceny "Zamku Cagliostro" znalazły się w disneyowskim "Mysim Detektywie", a twórcy "Atlantydy" nie ukrywają inspiracji "Laputą" japońskiego mistrza.



W 1978 Miyazaki stworzył serial, w którym precyzyjnie zarysowane były już wszystkie charakterystyczne dla jego twórczości motywy. Luźno oparty na powieści "The Incredible Tide" Alexandra Keya "Conan, chłopiec z przyszłości" opowiadał o świecie po III Wojnie Światowej i
konflikcie między zwolennikami techniki i ludźmi żyjącymi w zgodzie z naturą. "Człowiek vs. natura", idee fixe Miyazakiego, miało swoje źródło w książce botanika Nakao Sasuke i stanowiło jeden z wątków dzieła życia Miyazakiego, epickiego komiksu "Nauzykaa z Doliny Wiatru" ("Kaze no tani no Naushika", publikowany od 1982 w magazynie "Animage"). Jego napisanie i narysowanie zajęło twórcy 13 lat. "Naushika" to wielowątkowa opowieść science fiction o wojnie, która toczy się w zdewastowanym świecie przyszłości (Ziemię pokrywa toksyczny las zamieszkały przez gigantyczne owady), pomiędzy dwoma imperiami uformowanymi z resztek ludzkości. Tytułowa Naushika jest księżniczką z sielskiej Doliny Wiatru, podległej jednemu z imperiów. Naushika wyrusza na wojnę, by wypełnić zobowiązania lenne, ale to dopiero początek drogi, na której końcu znajduje się zaskakująca odpowiedź na pytanie o sens ludzkiego istnienia w umierającym świecie. Jest to także wędrówka samego Miyazakiego, jego filozoficzne poszukiwania (w czasie których odrzucił marksizm), próba znalezienia odpowiedzi na jego osobiste pytania, lęki, wspomnienia. I co znamienite, i co jest cechą immanentną jego dzieł - nawet w tak okrutnym świecie, jaki przedstawił w "Naushice", udało mu się zakląć odrobinę nadziei.

 

Ważnym wydarzeniem w karierze Miyazakiego była kinowa wersja "Naushiki", zrealizowana na fali popularności komiksu w 1984. Z oryginału został właściwie jedynie wątek ekologiczny, przedstawiony w sposób, z którego sam autor nie był później zadowolony: konflikt człowiek-natura został rozwiązany chwytem deux ex machina. Z tej przyczyny Miyazaki powrócił do tematu w "Księżniczce Mononoke", tym razem starając się sprawiedliwiej oddać racje obu stron. Nie zmienia to jednak faktu, że "Naushika" to porywający, piękny i inteligentny film, który zdobył przychylność krytyków i odniósł oszałamiający sukces finansowy. Na tyle duży, że skłonił producenta, wydawnictwo Tokuma Shoten, do założenia studia animacyjnego, które miało się zajmować tworzeniem pełnometrażowych filmów na wysokim poziomie. W ten sposób w 1985 powstało "Studio Ghibli", na którego czele stanęli Miyazaki i Takahata.


"Ghibli" - "gorący pustynny wiatr" - tak włoscy piloci nazywali swoje samoloty w czasie II Wojny Światowej. Bo
Miyazaki od dzieciństwa kocha samoloty, kocha latanie. Motyw ten przewija się w prawie każdym jego filmie, symbolizując pasję i marzenia. Sceny, w których czarownica Kiki leci na miotle; w których Naushika okiełzna wiatr na swojej lotni; w których Chihiro szybuje na smoku, podniebne akrobacje hydroplanu Porco Rosso... mają w sobie niezwykłą moc, którą można zaczerpnąć jedynie z prawdziwej i żarliwej pasji. I chyba właśnie to, że Miyazaki w swoje dzieła wkłada tyle serca, jest główną przyczyną ich sukcesów - doskonała jakość i precyzja wykonania są tylko dodatkiem. Dodatkiem, który podkreśla pełnię życia w nich zawartą. Nie są to opowieści o walce dobra ze złem - nie ma złej wiedźmy, którą trzeba by zabić by ocalić rodziców Chihiro. Nie będzie finałowego pojedynku, po którym zaświeci słońce - bo świat się od tego nie zmieni, światu jest to obojętne. Zwycięstwo dziewczynki polegać będzie na nauczeniu się życia i zrozumieniu co jest w nim ważne. Miyazakiemu udała się sztuka nie lada - stworzył idealne kino familijne: piękna baśń dla dzieci, ale i film dla dorosłych, oferujący im coś więcej niż kilka mrugnięć okiem w postaci niezrozumiałych dla najmłodszych dowcipów. Posiadł zdolność przekazywania radości i nadziei, bo jest świadomy wszystkich ludzkich słabości.
 

Hayao Miyazaki nie pojawił się na rozdaniu Oskarów. W oświadczeniu, które wydał nazajutrz po ceremonii powiedział, że nie potrafi cieszyć się nagrodą w związku z wydarzeniami na świecie. Nie wytrzymałby, gdyby telewizja pokazywała jego rozradowaną twarz.



***


Marcin "Suzume" Wróbel
Nausicaa z Doliny Wiatru
(wytłuszczenia moje – J.K.)


„Jedno z pierwszych anime Hayao Miyazakiego, które przyniosło mu ogromny sukces i sławę, nie tylko w Japonii. Można rzec "pierwowzór" Księżniczki Mononoke, w której został pogłębiony manifest ekologiczny, niezwykle związany z tym filmem. Oto Nausicaa z Doliny Wiatru - film piękny, delikatny, absolutnie niezapomniany.


Akcja anime dzieje się w odległej przyszłości. W wyniku wojen doszło do ekologicznej katastrofy, a najbardziej  ucierpiała na tym przyroda. Lasy stały się śmiertelną trucizną, tworząc trujące pyłki, jeziora zamieniły się w zbiorniki kwasów, a owady mutowały, powiększając się do ogromnych rozmiarów. W takim świecie ludzkość przeżyć może tylko w nielicznych miejscach. Jednym z nich jest Dolina Wiatru, gdzie dzięki częstym podmuchom powietrza udaje się utrzymać normalne warunki bytowania, a roślinność dzięki nawadnianiu ze studni, nie jest skażona. Tą spokojną krainą rządzi król Jihl wraz z jego córką Nausicą. Sielankowe życie kończy się, gdy w dolinie rozbija się statek z tajemniczym ładunkiem. Wkrótce potem pojawiają się agresorzy z innej ludzkiej osady odbierając wieśniakom wolność. Co robią w dolinie i jaki jest ich cel? Cóż takiego wylądowało się w Dolinie Wiatru?
Jeśli znacie inne dzieła Miyazakiego, dalsze przedstawienie fabuły nie ma sensu - to i tak trzeba zobaczyć na własne oczy, a o zawodzie nie może być tu mowy. Ciekawszy natomiast jest fakt, jak bardzo ten film anime jest wielowątkowy. Miłośnicy mitologii greckiej z pewnością zauważą fakt, że w pewnym stopniu anime inspirowane było fragmentem mitu o tułaczce Odyseusza, mówiącym o księżniczce Feaków - Nauzyce, która spacerując morskim brzegiem uratowała półprzytomnego herosa. Natychmiast widać podobieństwo mieszkańców Doliny Wiatru, którzy podobnie jak mityczni Feakowie nie znali świata zewnętrznego. Także poszczególne postacie będą mieć własne oryginalne odpowiedniki. Naprawdę niesamowite z jaką łatwością Mistrz potrafi połączyć dwa światy - antyczny i futurystyczny. I tu przechodzimy do kwestii niesamowitego klimatu tego filmu - świat tu ukazany posiada własne oryginalne cechy, czego przykładem mogą być legendy, oraz autorska mitologia. Wiele scen nie napawa optymizmem, przez co film jest tak różny od chociażby Księżniczki Mononoke - dużo lepiej przyjętej.


Warto też dodać, że miesiąc przed rozpoczęciem prac nad Kaze no tani no Naushika miał miejsce dość przykry epizod z życia Miyazakiego, mianowicie zmarła mu matka. Zaryzykowałbym stwierdzenie, iż frustrację po tym wydarzeniu widać w jednej ze scen, gdzie Nausicaa dostaje istnego napadu szału, a całe zdarzenie zrobione jest tak perfekcyjnie, że nie wierzę, aby nie mogło mieć żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości.


Jak w wielu filmach istotną rolę odgrywa tu związek natury i człowieka. Choć z pozoru jest ona przedstawiana jako wielkie zagrożenie dla całej ludzkości, to za sprawą działań tytułowej bohaterki postrzeganie przyrody ulega wielkiej zmianie. To, co z pozoru jest śmiercionośne - przynosi życie. Natomiast teoretycznie wrogie działanie insektów jak i lasu, podyktowane jest dobrem wspólnym całej planety. Nie wiedzą jednak o tym ludzie, którym wrodzony egoizm skutecznie przysłania oczy. Dopiero na skutek wydarzeń dowiadują się, że toksyczne drzewa powstały, aby oczyścić ziemię zanieczyszczoną przez ludzi. Czy jednak na skutek walki o rodzaj ludzki prowadzonej paradoksalnie między ludźmi, ktokolwiek będzie w stanie dostrzec tą prawdę?



Kolejnym elementem filmu pozostającym bez zarzutu są bohaterowie. Niewątpliwie niezapomniana pozostaje Nausicaa. Jedna z nielicznych miłych i przyjaznych postaci doskonale nadaje się na główną bohaterkę. Pomimo dobrych cech posiada chwile słabości. Promieniuje od niej niezwykła aura, która uspokaja żyjących wokoło ludzi oraz nieprzyjazne owady. Wyczuć można tu pewną zbieżność z postacią księżniczki Mononoke, ale nie tylko. Wielu mangaków niewątpliwie inspirowało się tą postacią. Wyczuć to można zwłaszcza w finałowej scenie, gdzie Nausicaa staje pomiędzy dwoma wrogimi obozami (ludźmi i owadami) i odważnie stara się zażegnać konflikt. Jak wielka będzie poniesiona ofiara, aby skończyć wzajemną wojnę?
Ciekawie wygląda chociażby mistrz Yupa - pokorny staruszek okazujący się być mistrzem szermierki, czy pierwszoplanowe postacie negatywne, zmieniające się pod wpływem wydarzeń. I choć pokazane w filmie będą różne, bogato wykreowane krainy, ludzie tak naprawdę niewiele będą się różnić. Wszędzie pojawiać się będzie egoizm i brak szacunku dla natury, któremu będzie się starać przeciwdziałać Nausicaa. Najbardziej ciekawie wypada porównanie bohaterów tego anime, w kontekście późniejszych filmów Miyazakiego - wtedy naprawdę można dostrzec, jak ważny był to film, i jakie piętno odbił na pozostałych dziełach Mistrza.



Fragment rozmowy w bajce (filmie) H. Miyazakiego „Nausicaä z Doliny Wiatru”:

- Co tu robisz? Pełno tu trujących roślin!

- Sama je wyhodowałam. Z zarodników, jakie znalazłam. Te rośliny nie są trujące.

- Nie są trujące? To prawda, powietrze jest czyste. Widziałem takie rośliny w lesie…

- Użyłam czystej wody, ciągniętej z głębi Ziemi przez zamkowe młyny. Piasek też jest stamtąd. Rośliny nie są trujące, jeśli rosną w czystym piasku i piją czystą wodę. Nawet, jeśli wyhodowano je z zarodników z trującego lasu. Zatruta jest zatem Ziemia, nie rośliny. Jednego nie rozumiem – kto mógł ją zatruć?

Oczywiście istotna pozostaje kwestia techniczna anime. Co prawda anime powstało w 1984 roku, mimo to już tutaj można zauważyć TĄ kreskę, zachwycającą fanów na całym świecie. To tutaj dostrzeżemy znane wszystkim pomieszanie fantasy i s-f. Znajdą się bajkowe krajobrazy, różnorodność wszelkiego sprzętu wojskowego. Urzeka także kolorystyka, jak najbardziej poprawna. Po prostu nie umiem o stronie graficznej powiedzieć czegokolwiek złego. To dzięki takim technikom tworzenia Kaze no tani no Naushika, jak i inne filmy ze studia Ghibli pozostaną wiecznie żywe, a oddziaływanie czasu niewiele im zaszkodzi.
To, co natychmiast rozpoznają fani, to muzyka Joe Hisaishiego, która po raz pierwszy zaczęła towarzyszyć dziełom Miyazakiego właśnie w tym anime. Już słyszany na początku utwór Legend of the Wind pozwala wczuć się w klimat niezwykłego filmu. Kolejnym świetnym kawałkiem jest A Princess Who Loves Insects doskonale oddającym charakter głównej bohaterki. W czołówce umieściłbym także dziecięcy chór słyszany w Interchange with the Ohmu i Nausicaa Requiem. Po prostu są to utwory, które poruszają człowieka od środka, a jedyne co się słyszy po napisach końcowych, to właśnie ten śliczny młodzieńczy śpiew. Skoro już przy końcu jesteśmy nie wypada ominąć Bird Person, który towarzyszy napisom końcowym, jest jednym z piękniejszych motywów w muzyce Hisaishiego i wspaniale zlewa się z animacją. Cały soundtrack w szczególności polecam miłośnikom Księżniczki Mononoke.
Anime z pewnością oglądać można więcej niż jeden raz i za każdym nie sposób się nudzić. Nowe smaczki odkrywa się niemal za każdym razem, wielowątkowa fabuła zapewni mnóstwo rozrywki, a muzyka pomoże przenieść się w przepiękny, wręcz baśniowy świat. Tytuł z pewnością spodoba się każdemu - bez względu na wiek i preferencje - tak jak wszystkie wielkie dzieła Hayao Miyazakiego.”



***



Iwona 'Ivrin' Kusion
Księżniczka Mononoke
Czy można pokonać nienawiść?
(wytłuszczenia moje – J.K.)



Aby rozpocząć tę historię, musimy się przenieść w czasie do piętnastowiecznej Japonii, kraju ogarniętego wojną, a zarazem wkraczającego w nową rzeczywistość, naznaczoną dewastacją środowiska naturalnego. Oto czas wojny Onin (1467- 1477), charakteryzujący się używaniem wszelkiej dostępnej broni i wyniszczeniem kraju. W historii okres ten nazwano sengoku, co oznacza "kraj w wojnie". To także moment, kiedy na szeroką skalę zaczęto wytapiać żelazo. Zupełnemu przeobrażeniu zaczął ulegać japoński świat, poczęło się kształtować nowe społeczeństwo, narodzone z owego nieładu. Państwo było targane sprzecznościami, nie miało jeszcze wyodrębnionej struktury klasowej. I ów moment historyczny Miyazaki potrafił uchwycić idealnie. Tło wydarzeń pasuje wspaniale do ukazania wieloaspektowej walki, gdzie zwycięstwa są zbyt często pyrrusowymi, okupionymi: stratą życia, wartości czy odcięciem się od tradycji. 




Nie wszyscy jednak zostali osaczeni przez postęp i związane z nim konsekwencje. Poza obrębem tych realiów żyje ród Emishi, któremu udało się wprawdzie obronić niezależność, ale kosztem zapomnienia. Stał się już tylko mitem i ludzie są przekonani, że wymarł wiele setek lat temu. Z historycznego punktu widzenia jest to oczywiście prawdą, jednak twórcy Księżniczki Mononoke pozostawili garstkę przedstawicieli rodu, wpisując ją w świat, w którym niebawem rozegra się walka między starożytnymi bogami a ludźmi, aby uczynić z nich symbol dawnych czasów i wartości. Są pozostałością wszystkiego, na co zostaje coraz mniej miejsca we współczesnym świecie. Nie sposób jednak uniknąć cywilizacji i nawet jeżeli oni nie chcą w nią wkroczyć, to ona postanawia ich odnaleźć. Zło przedostaje się do odległej krainy w postaci boga wojny - przemienionego w demona - dzika Nago. 



Naprzeciw niego staje młody książę Ashitaka. Broniąc swej wioski, prosi bestię, aby odeszła, a gdy to nie pomaga, zabija ją. Zostaje jednak przeklęty i jego ciało zaczyna trawić ta sama choroba, która przemieniła boga w potwora. Bohater musi obciąć włosy i ukryć twarz, podkreślając tym samym, że traci swą rodzinę, przyjaciół... całą przeszłość. Przekreślone zostaje wszystko, czym żył do tej pory. Wyrusza na spotkanie z przeznaczeniem, którym staje się ujrzenie tego, co można "...zobaczyć oczyma niezaślepionymi nienawiścią...". Ashikata musi stawić czoło najcięższej próbie - pokonać bestię, która rodzi się w nim. W tym miejscu zaczyna się podróż naszego bohatera. Warto zatrzymać się na moment przy prologu, gdyż już w nim dostrzegamy postawę członków rodziny Emishi, tak odmienną od tej, z którą przyjdzie się niebawem zmierzyć młodemu księciu. Gdy Nago umiera, stara kobieta prosi go o pokój i zapomnienie jej rodu. Bóg nie chce jednak słuchać, zapowiadając, że wszyscy będą cierpieć, jak i on cierpiał. Miyazaki nie popadnie jednak w banalne zrównanie nienawiści z postępem cywilizacyjnym, ale pokaże, że człowiek ma wybór. A na ów wybór dominujący wpływ maja wszelkie negatywne cechy, głęboko zakorzenione w ludziach i jeżeli tylko człowiek otrzyma narzędzia, które pozwolą mu na uzewnętrznienie nienawiści – skorzysta z nich. Nie potrafią przed nią uciec nawet bogowie. Ulega jej także Ashitaka. Pierwsza bitwa, po której jest świadkiem rzezi urządzonej przez samurajów i w którą zostaje, mimowolnie, wplątany, kończy się zabiciem jednego z napastników. Nie on decyduje o ich losie, a zło, które zaczyna go powoli ogarniać, przejmując nad nim na tę chwilę kontrolę. Jeszcze kilkakrotnie przypomni o swej obecności, mimo usilnych prób zwalczenia go. Przesłanie twórcy jest jasne - to co niszczy człowieka i pcha go ku zadawaniu cierpienia, znajduje się w nim, choć, jak w przypadku bohatera, może być zdeterminowane nienawiścią wobec dziejącego się zła. Ashitaka ma wyrzuty sumienia, gdyż z jego ręki zginęli ludzie. Bez względu na to jacy byli, książę uważa, że to nie jemu przypada rola rozstrzygania o życiu i śmierci. Jako jeden z niewielu rozumie, że chociaż furia może mieć różne podłoża, efekt pozostaje zawsze ten sam. Jest to postawa zupełnie nie pasująca do ówczesnego świata. Chociaż nienawiść wzbudza widok cierpienia, to autor nie pozostawia wątpliwości – nie ma czegoś takiego jak zło czynione ze szlachetnych pobudek. Każde odwołanie się do nienawiści to porażka. Prawda to banalna, ale przekazana z siłą i determinacją, które skutecznie likwidują podejrzenie o naiwność i operowanie truizmami.


Postęp technologiczny symbolizuje żelazne miasto (Tatara-ba) pani Eboshi. Władczyni koncentruje się na konstruowaniu jak najskuteczniejszej broni palnej (pierwsza broń palna pojawiła się dużo później, ale jej wprowadzenie pozwala autorowi na ujęcie owego okresu w szerszym kontekście, rozpatrując go jako całość zmian, a nie jedynie przedział czasowy, oznaczony konkretnymi datami), która miałaby okazać się idealnym narzędziem, służącym podbojom. Ashitaka dowiaduje się, że Nago przemienił się w demona, albowiem ludzie pani Eboshi go postrzelili. Kule nie wystarczą, aby zabić boga, lecz wystarczają, aby zwierzę zaczęła trawić nienawiść, powodująca furię. Zniszczenie boga okazało się mieć podłoże materialne, gdyż teren zamieszkiwany przez starożytne bóstwa był idealnym miejscem wydobywania metalu. Ukazana jest tu również konsekwencja rozwoju Japonii w XV wieku, kiedy zaczęto wydobywać rudy żelaza, wycinając coraz więcej drzew. Rozpoczął się okres gospodarki przemysłowej, której nie można powstrzymać. Niszczenie lasu okazało się także narzędziem walki z jego mieszkańcami, przybierało więc formę agresywnej dewastacji. Miyazaki w sposób zachwycający potrafi ilustrować piękno przyrody, jej potęgę, ale także przemijalność. Zazwyczaj jednak w jego filmach stanowi ona ucieczkę od trosk codzienności, podczas gdy w Mononoke-hime jest opozycją względem rzeczywistości, nie będąc wcale spokojną enklawą, w której można się zaszyć, zapominając o ludzkiej podłości i problemach. Przyroda budzi strach, bowiem będące jej częścią stworzenia odpowiadają agresją na agresję.


Opozycje nie są jednak tak banalne. W obozach przeciwników także nie ma zgodności: klany zwierząt nie potrafią się zjednoczyć, a pani Eboshi musi bronić swego ludu przed atakami samurajów. Podczas wojny Onin takich starć nie brakowało. Chociaż antagonistów było dwóch, to wewnętrzne wojny stały się codziennością. Dwa odmienne światy symbolizują także konflikt wartości i odcięcie się od tradycji, kiedy człowiek traci wiarę w bogów. Jest gotowy ich pojmować jedynie jako ideę, zaś jako istoty realne stanowią dla niego zagrożenie, zajmują przestrzeń, którą można by poddać eksploatacji. Konflikt jest nieunikniony. 


W świecie zwierząt znajduje się San, księżniczka mononoke, negująca swoje człowieczeństwo. Uważa się za wilka i opętana jest misją zabicia pani Eboshi. Jest także symbolem wolnej woli. Bowiem człowieka określa nie to, kim się urodził, a to kim chce być. San dokonała wyboru, stając się przy tym zagrożeniem dla ludzi. Stąd też nazwa mononoke. Tak bowiem Japończycy określają duchy stworzeń czy też przedmiotów martwych, często obwiniając je o to, co złe. San jest dla nich przekleństwem - mononoke, należącym do świata bogów i przyrody, stojącą na czele klanu wilków (przez jej osobę znajdującego się w konflikcie z innymi rodami zwierząt), zaślepioną nienawiścią, gotową poświecić swe życie, byle odebrać je pani Eboshi. Nie ma w filmie postaci czarno-białych, więc jej oponentka nie jest osobą symbolizującą to, co najgorsze w rodzaju ludzkim. To kobieta z jednej strony bezwzględna, pragnąca zniszczyć świat bogów, zarozumiała, a z drugiej - kochana przez poddanych, roztaczająca opiekę nad trędowatymi. W tym miejscu można nawiązać do legendy o cesarzowej Komyo, żyjącej w VIII wieku, która okazywała miłosierdzie na przykład przez to, iż obmywała biedaków. Wśród nich był także trędowaty, którego cesarzowa nie odrzuciła. Dzięki temu poszedł do nieba, a Budda okazał przychylność Komyo. Także Eboshi, ze względu na wiele ze swych przymiotów, zasługuje na uznanie. 



To co łączy wszystkich bohaterów to nienawiść, od której jest się w stanie uwolnić tylko młody książę (nie dzięki temu, iż jest kimś lepszym, a dzięki pracy i przeciwstawieniu się złu, które chce go zdominować). Twórcy, kreując tę postać, zwracają także uwagę na rolę przywódcy. Jest w filmie pewna scena, kiedy Ashitaka ratuje wilka z pobojowiska. Gdy sojusznicy Eboshi chcą go powstrzymać, odwołuje się do rozsądku jej poddanych, którzy wówczas stają po jego stronie. Okazuje się, że tłum, kierowany przez człowieka rozsądnego, potrafi ulec temu przymiotowi charakteru. Książę zostaje nagrodzony zdjęciem klątwy, lecz musi się dostosować do nowej rzeczywistości. Nie może żyć nadal jako bezstronny rozjemca, zawieszony między dwoma światami. Saga kończy się, gdy bohater pomaga odbudować miasto. Także pani Eboshi pojmuje swój błąd, chociaż przed techniką nie ma ucieczki. Ludzie potrafią dostrzec, ile zła wyrządzili, lecz na jak długo starczy rozsądku? Tego już film nie dopowiada... Nie stawia także na łatwy optymizm. Pomimo że Miyazaki kończy swe obrazy w sposób, który daje ogrom nadziei, to pamiętamy, że okresu sengoku nie zwieńczyła wojna Onin. Wręcz przeciwnie, stanowiła ona tylko preludium walk trawiących Japonię przez wiele kolejnych dziesięcioleci. Również w filmie nienawiść nie zostaje unicestwiona. San odchodzi mimo uczucia, jakie łączy ją z księciem. Stwierdza wprost, że nie przebaczy ludziom. Miłość jest silna, ale nie tak jak nienawiść. Odejście San nie ma symbolizować jedynie faktu, że technika i przyroda są przeciwstawnymi żywiołami, ale pokazuje, do czego może doprowadzić destrukcyjne uczucie. Bez dobrej woli nie może go przezwyciężyć nawet czysta i prawdziwa miłość. Tym bardziej należy wątpić w koniec wojen. Nie jest odkrywczym stwierdzenie istnienia dążenia człowieka do autodestrukcji. Tak charakterystyczna dla dzieł Miyazakiego nadzieja pozostaje poza zasięgiem przeciętnego człowieka, który patrzy na świat oczami zaślepionymi żądzą zemsty i nie potrafi przebaczać. Trudno jest podjąć walkę z demonem, znajdującym się w nas. Udaje się to Ashitace i jest to jego zwycięstwem, lecz czy jeden człowiek może wiele zmienić?


Niezwykłym momentem jest śmierć Boga Lasu i jego odrodzenie. Odrodzenie nie ma wymiaru cielesnego, dlatego San stwierdza:

Wielki duch lasu jest martwy... , ale odpowiedź brzmi: Nigdy. On sam jest życiem, nie jest martwy, jest tu teraz, próbuje nam coś powiedzieć...





Niestety, nie każdy rozumie podjętą próbę. Śmierć ta jednoczy antagonistów, lecz czy faktycznie jest gwarantem zmiany w ich sercach, zmiany ich postawy? Wydaje się, że okres historyczny, w jakim została osadzona akcja, stanowi odpowiedź na to pytanie. Ludziom została dana szansa życia, szansa odrodzenia i przebaczenia, jednak nie potrafili z niej skorzystać.


 
Miyazaki, tworząc sagę, zadbał o szczegóły. Obok osadzenia akcji w konkretnym czasie i miejscu, bazując na obecnej wiedzy archeologicznej, odtworzył wioskę Ashitaki oraz Żelazne Miasto. Podobnie rzecz ma się z ubiorami i uzbrojeniem. Taka dbałość o poprawność historyczną w animowanym filmie, w którym snuje się opowieść w dużej mierze mityczną, może zadziwiać, ale stanowi dobry punkt wyjścia dla interpretacji historii. W sposób interesujący przedstawiono także inne odwołania, nie tylko zaczerpnięte z archeologii i umieszczone między historycznymi faktami, ale także te, które dotykają dawnych wierzeń - jak na przykład dwa ogony wilczycy Moro (przybrana matka San), będące oznaką jej boskości czy też Nago jako demon, przybierający postać pająka, który jest mononoke, rzucającym na ludzi klątwy (w legendach występuje jako ziemny pająk - Tsuchigumo). Fascynuje także inny aspekt, a mianowicie potomstwo Moro, które jest mniejsze - nie tak okazałe i dostojne jak ona. Gaiman, który także dostał szansę pracy nad Księżniczką, w świetnej książce Amerykańscy bogowie, przedstawi bogów odartych z chwały, uzależnionych od wiary. To ludzie ich wykreowali, a następnie porzucili, odbierając atrybuty i skazując na walkę o przetrwanie. Podobnie jest w filmie – człowiek chce przyspieszyć zapomnienie o tym, w co wierzył, gdy wiara staje się nieopłacalna. 


Tytułem zakończenia - nie sposób nie wspomnieć o animacji oraz muzyce. Ta pierwsza charakteryzuje się nasyconymi kolorami, dbałością o szczegóły, zachwyca sposób rysowania krajobrazów. Natomiast ścieżka dźwiękowa należy do jednej z najpiękniejszych jakie znam. Kompozycje są zróżnicowane, od spokojnych, podkreślających nastrój chwili czy piękno przyrody po dynamiczne, opisujące bitewny szał. Wspaniale przedstawione są momenty zagrożenia, śmierci i w końcu uspokojenia. Za oprawę muzyczną jest odpowiedzialny stały współpracownik Miyazakiego – Hisaishi. Ten kompozytor nie ma słabszych momentów, ale w Mononoke pokazał apogeum kunsztu. Może nie potrafię podejść do oprawy muzycznej bezkrytycznie, ale kto usłyszał utwór, otwierający całość (The Legend of Ashitaka) i zakochał się w nim, ten zrozumie dlaczego. Ścieżka dźwiękowa nasycona jest emocjami, jednocześnie nie pozwalając sobie na ich banalne wzbudzanie u widza (co często ma miejsce w wielu filmach, w których oprawa dźwiękowa ma zasugerować odbiorcy, jak odczytać daną cenę, powiedzieć, co właśnie winien odczuwać).
 
Wiele utworów bazuje na motywie przewodnim, który stanowi najmocniejszy punkt całości. To kwintesencja słowa "epicki" i zarazem genialne podsumowanie tego, czym jest obraz.
Jak to u Miyazakiego, nawet w takim filmie nie może zabraknąć, mimo wszystko, optymizmu. Hisaishi wyraża go chyba najpełniej w utworze Ashitaka and Sun. Delikatne dźwięki z czasem ulegają rozwinięciu, rozkwitając z całą mocą i pochłaniając w siebie.


Cudowna muzyka jest w pełni warta obrazu, nie ma tu zbędnych elementów, wszystko jest wyważone, przemyślane i podane w sposób inteligentny, bez epatowania przemocą. Film nie ucieka od posługiwania się prawdą w sposób dosłowny, jednocześnie nie tracąc nic ze swej bajkowości. To co wprawia w oniemienie, to właśnie sposób w jaki ukazano potęga przyrody. Wolno sunące po przejrzystym niebie chmury, promienie słoneczne przebijające się przez korony drzew czy krople wody opadające na wojowników. Poetyka opowieści sprawia, że Księżniczka Mononoke potrafi urzec pięknem, pod którym znajduje się wiele treści. Mononoke od innych dzieł Miyazakiego odróżnia znacznie mniejsze eksponowanie stałych elementów, nieodzownie towarzyszących jego filmom: afirmacja pracy (element się pojawia, ale akcent na niego położony jest dopiero w końcówce) czy sceny pełne ciepła i humoru - również ten element nie został pominięty, lecz wydaje się być znacznie bardziej na obrzeżach fabuły, aniżeli ma to miejsce w każdym innym filmie Miyazakiego - by wymienić chociaż Tenkû no shiro Rapyuta, czy Hauru no ugoku shiro). Podejście do tematu sprawia że film zdecydowanie nie jest adresowany do widzów najmłodszych, z drugiej zaś strony brak większej dawki humoru w obrazie, która wszak znajduje zawsze swe odzwierciedlenie w utworach Hisaishiego, sprawia, że soundrack wspaniale wypada w zupełnym oderwaniu od filmu. Nie ma w nim bowiem elementów, które są tak ściśle związane z konkretnymi scenami jak chociażby w Lapucie.


Opowieść można rozpatrywać na kilku odmiennych płaszczyznach, idealnie się jednak uzupełniających i tworzących spójny obraz. Przede wszystkim jest to studium nienawiści, ukazanie do czego to uczucie prowadzi. Jednocześnie nosiciele tej "choroby" nie są przedstawieni jako istoty z gruntu złe. Drugim ważnym aspektem, któremu można poświęcić wiele uwagi, jest historyczna forma dzieła. Stanowi ona tło dla rozgrywających się wydarzeń i odwołuje się w sposób profesjonalny do przeszłości, osadzając opowieść w konkretnym miejscu i czasie, jednocześnie rezygnując z ograniczania jej wyłącznie do historycznego wymiaru. Twórcy próbują przy tym uchwycić moment zmian, jakim kraj Kwitnącej Wiśni został wówczas poddany. W końcu kolejny element to odwołanie do mitów i legend. A wszystko to zamknięte w zgrabnej fabule. Gdybym miała wymienić ten najlepszy z obrazów Miyazakiego nie byłoby to łatwe. Ze względu na całokształt postawiłabym jednak na Mononoke.




***
********
***************
***********************
****************
********
***


 
 Ruchomy zamek Hauru


Przyznam się, że po przeczytaniu poprzednich dwóch recenzji, które głęboko i szczegółowo wchodzą w treść dzieła Miyazakiego, miałam nadzieję znaleźć coś podobnego o moim ulubionym jego filmie. Niestety nie udało się. Może to i lepiej, bo naprawdę aż rozpiera mnie ochota skrobnięcia o nim kilku zdań.



Są co najmniej dwa powody, dlaczego tak trudno znaleźć porządną jego recenzję.

Po pierwsze jest to pewien wyjątek w twórczości Miyazakiego. Tym razem bowiem artysta, który zwykle sam buduje scenariusze, sięgnął do powieści napisanej przez Dianę Wynne Jones („Howl`s Moving Castle”). I tu okazuje się, że wiele osób po prostu nie bardzo rozumie, że nie jest to czysta ekranizacja owej powieści, lecz raczej film zrobiony na jej motywach. Zarzuca się mu, że film się od książki różni, że Miyazaki powybierał sobie z niej to, co mu się podobało, inne rzeczy odrzucając, że wprowadził różnice w wyglądzie i zachowaniu bohaterów (głównie tych drugoplanowych), że pewne wątki są za mało rozwinięte, ten zaś, który w książce był zaledwie delikatnie poruszony, nagle okazuje się być głównym tematem filmu. Otóż na motywach, drodzy recenzenci, to właśnie znaczy, że reżyser, zainspirowany danym dziełem, tworzy w ł a s n e, mniej lub bardziej nawiązujące do źródła inspiracji. Wygląda na to, że mistrz Hayao postanowił wykorzystać naprawdę ciekawe charaktery i relacje bohaterów, czym bez wątpienia oczarowała go książka, do stworzenia swojego kolejnego wielkiego antywojennego manifestu, który za sprawą wspomnianych relacji ma bardzo ludzki wymiar. Postaci bohaterów mają w sobie coś takiego, że z miejsca zdobywają nasze serca, kochamy ich od pierwszej chwili. Tak więc, przynajmniej na czas trwania filmu, tworzy się między nimi a nami silna więź emocjonalna. To po tej nitce Miyazaki przesnuwa w nasze dusze swój manifest. Do żywego gniewa nas, jak bardzo władza i wojna zniewalają i niszczą; widzimy, jak mocno wpływają one na życie i stan ducha tych, których pokochaliśmy. Miyazaki posłużył się wszelkimi możliwymi środkami wyrazu, żeby wywołać w widzu drażniącą, gniotącą świadomość kontrastu pomiędzy stanem (s)pokoju a stanem wojny. Jest tu z jednej strony tyle miłości, subtelności, miękkości, czystości, delikatnej muzyki i sielskich krajobrazów, że człowiek ma wrażenie, że zaraz się w tym wszystkim rozpłynie… Ale uczucie komfortu pryska, kiedy na ekranie pojawiają się trzeszczące i huczące, naprawdę wzbudzające lęk maszyny (dźwięk gra tu ważną rolę), świszczące bomby, ogień, wybuchające pożary, panika i bezradność, kamuflowane dodawaniem sobie animuszu wystawnymi przyjęciami na cześć żołnierzy. Przy czym oczywiście osoby stojące na czele państwa dalej żyją sobie w luksusie i bezpieczeństwie. Do tematu wojny i wymuszającej poddaństwo władzy jeszcze wrócę. W tym miejscu chciałabym tylko powiedzieć, że – w mojej własnej ocenie oczywiście – posłużenie się bohaterami i motywami powieści pani Jones w celu stworzenia tak niezwykle poruszającego antywojennego i wolnościowego manifestu, jest po prostu czystej wody mistrzostwem.

Czytając różne recenzje spotkałam się także z krytycznymi uwagami innego rodzaju. Otóż film animowany tworzony przez Japończyka mangakę typowym japońskim anime winien być i basta. Co to w ogóle za szalony pomysł – dziewiętnastowieczna Europa, mocno wchodząca w okres przemysłowy naznaczony rozwojem maszyn parowych, do tego alpejskie krajobrazy, muzyka jakby napisana w epoce romantyzmu, a jednak postacie tak bardzo charakterystyczne dla japońskiej animacji… Niektórzy chyba po prostu nie ogarnęli całości. No cóż… Geniusz Miyazakiego jest zbyt wielki – nie zmieścił się w jednej szufladzie, stąd całe zamieszanie. Bajka, którą nam opowiedział, rzeczywiście jest swego rodzaju koktajlem. Ale czy to źle? Moim zdaniem nie, wręcz przeciwnie. Problemy, o których opowiada, znane były i są ludziom na całym świecie, dotyczą odległej przeszłości, współczesności i chyba niestety także przyszłości… Delikatnie japońska animacja tego europejskiego świata podkreśla uniwersalność problemu. Podobnie działa tu fantastyka (magowie na usługach władców, niezwykłe owado i ptakopodobne maszyny), która z obrazu dziewiętnastowiecznej Europy czyni obraz poza i ponadczasowy, o dziwo praktycznie nie naruszając przy tym realizmu przedstawionego tu dziewiętnastowiecznego świata. Reżyser delikatnie pofantazjował w dziedzinie technologii, ale zrobił to z tak niebywałym wyczuciem, że ani na chwilę nie stracił z oczu ducha tamtych czasów; dopuścił go wręcz bardziej do głosu, niż gdyby oparł się był wyłącznie na rekonstrukcji ówczesnych wynalazków, które dla nas są już albo zakurzoną przeszłością albo czymś zwyczajnym, nie budzącym żadnych emocji. W bajce natomiast te wszystkie parowe machiny zadziwiają nas tak samo, jak ówczesnych ludzi zadziwiać musiały powstające wtedy technologiczne cuda. Podsumowując – bajka Miyazakiego to historia w równym stopniu realistyczna co potencjalna; jest manifestem skonstruowanym tak, by jego przesłanie dotrzeć mogło do każdego, bez względu na kulturę do jakiej przynależy czy stopień rozwoju /rozboju/ cywilizacyjnego w jego otoczeniu. Tak więc utyskiwania miłośników japońskiej animacji, że film i napisana do niego muzyka są zdecydowanie za mało japońskie, za mało wschodnie, uważam za politowania godne.


Kończąc tę polemikę z recenzentami dodam jeszcze tylko, jako ciekawostkę, że po tych wszystkich płaczach, że film tak różny od książki, i że za mało japoński, koniec końców recenzenci wyjawiali, że „Ruchomy zamek Hauru” należy do ich ulubionych filmów anime, albo że wręcz jest tym ulubionym. Dziwne, że nie wpadło tym mądrym głowom do głowy, że gdyby film spełniał ich „wymogi”, nie byłby tym czym jest i być może wcale nie należałby do ich ulubionych pozycji…




FABUŁA

Pierwszym widokiem, który nam się ukaże po włączeniu filmu, będą gęste mgły, stopniowo rozwiewane przez wiatr. Już tu chylę przed reżyserem czoła, bo czyż można było wymyślić lepszy sposób na przeniesienie widza w świat bajki? We mgle powoli dostrzegalna staje się dziwna ruchoma konstrukcja. Napędzana parą, trzeszczy, posuwając się naprzód po kamienistych wzgórzach. Każdy element tej konstrukcji, każdy tłok i zawias, wszystko się porusza; całość przypomina przez to twór zbudowany na podobieństwo żyjącego organizmu. Uderza jednocześnie podziw dla tej konstrukcji, jak i lekki niepokój, czy całość się zaraz aby nie rozpadnie, bo to trzeszczenie jest cokolwiek podejrzane, a i blachy jakby nieco przerdzewiałe… Nie jest to wiec żadna tam super technologia z kosmosu, ale zdumiewające, choć zarazem zdradzające pewne mankamenty, dzieło ludzkiego umysłu. Po zaledwie krótkiej chwili tracimy tę konstrukcję z oczu, zamiast tego w niknącej mgle pojawia się obraz górskiej chatki i pasterza pędzącego stadko owieczek po zielonych halach. Nagle z mgły spowijającej górskie szczyty w tle owej sielskiej sceny wyłania się… widziana już wcześniej konstrukcja. Przechodzi, obraz niknie. 




Widzimy teraz chmury na niebie i ptaki, poczym znowu schodzimy na ziemię, tym razem do miasteczka, w którym wkrótce rozpocznie się akcja bajki. 




Miyazaki zadbał o to, żebyśmy już na wstępie poczuli lekki dyskomfort, bo zanim jeszcze dobrze zapuścimy się w miejskie uliczki, najpierw dostajemy po oczach widokiem wstrętnych dymiących kominów fabrycznych i czarnych kłębów, wypuszczanych przez przetaczającą się po torach lokomotywę. Śledząc ulatujący brudny kłąb, docieramy przed okna kamienicy, w której mieści się niewielki zakład kapeluszniczy. 



Kolejny kadr przenosi nas do wnętrza tego zakładu; czarny dym widać teraz z drugiej strony okna. Przy oknie siedzi młoda dziewczyna – Sophie, jedna z głównych postaci bajki. Już na pierwszy rzut oka widać, że to pracowita, cicha i łagodna osoba. Na razie zajęta jest pracą, ale wkrótce ją zakończy, zamknie sklep i pójdzie odwiedzić siostrę. Póki co dostajemy pierwszą garść informacji o tajemniczej konstrukcji, którą widzieliśmy na samym początku. Okazuje się, że jest to zamek czarodzieja Hauru. Plotka (brana dosyć dosłownie) głosi, że czarodziej jest niebezpieczny, bo pożera serca kobiet. Dowiadujemy się też, że w swoim ruchomym zamku ukrywa się on przed żołnierzami. Na razie nie wiemy dlaczego.



Sophie opuszcza zakład i wychodzi. Razem z nią przechodzimy teraz przez współczesne jej, dziewiętnastowieczne miasteczko leżące w jakimś kraju, wyraźnie stojącym na progu wojny. W normalny miejski zgiełk, składający się z rozmów, dudnienia, stukotu i warkotu przejeżdżających pojazdów, wplecione są niepokojące dźwięki przelatujących samolotów; wszędzie widzimy też powiewające flagi; jadą ciężkie czołgi i inne pancerne wozy; trwa jakiś festyn, być może zorganizowany na pożegnanie wyruszających wkrótce na wojnę żołnierzy; słychać muzykę, iście galową, przy której w żołnierzach i w pozostałych mieszkańcach miasteczka zapewne rośnie duma ze swej militarnej siły i wiara w jej przewagę nad wojskami wroga.



Klucząc w gąszczu uliczek (rysunek jest tu oszałamiająco realistyczny, widać każdy obłupany fragmencik tynku oraz obłażącą farbę; tam i ówdzie walają się puste butelki, na schodach przysypia jakiś pijany jegomość) Sophie traci orientację. 




Niepokoi się, bo zapędziła się w dość odludne miejsce. Jej obawy stają się rzeczywistością – natyka się na dwóch żołnierzy, którzy zaczynają się jej naprzykrzać.

I wtedy zjawia się on. 



Nie wiadomo, czy Sophie od razu wie, z kim ma do czynienia, ale to w sumie nie ważne. Jak by nie było, nagle, ni stąd ni zowąd zjawia się wysoki, niebieskooki, oszałamiająco przystojny acz delikatnej budowy blondyn, chwyta ją za ramię i odgrywa przed żołnierzami rolę jej towarzysza. Mundurowi jednak nie chcą dać zbyć się tak łatwo, Hauru „pomaga” im więc odejść, używając magii. Nie ma jednak czasu na rozmowę, okazuje się bowiem, że i on ma kłopoty – śledzą go jacyś magiczni szpiedzy, przypominający… i tu mam problem, bo nie mogę znaleźć innego określenia jak… glutocienie. Z każdą chwilą jest ich więcej i są coraz bliżej. Bez większych wstępów, w ostatniej chwili przed ich atakiem czarodziej podrywa przerażoną Sophie do góry. Suną wzwyż, aż wylatują ponad spadziste dachy kamieniczek. Hauru, wciąż delikatnie trzymając dziewczynę za ręce, prosi, żeby zachowywała się tak, jakby normalnie chodziła. 




Ten napowietrzy spacer to scena, której nie sposób zapomnieć. Wyobraźcie sobie, że to Was ktoś tak podrywa do góry i mówi, żebyście po prostu szli. Ponad dachami, ponad całym zgiełkiem rozgrywającym się na dole, opierając stopy… no właśnie na niczym, na powietrzu… Jakbyście się z tym czuli? Miyazaki znów idealnie pokazał tu emocje – przerażenie, stopniowo ustępujące miejsca zaufaniu dla posiadającego magiczne zdolności towarzysza, aż wreszcie rozluźnienie, pozwolenie sobie na odczucie przyjemności. 



Przystojny czarodziej pozostawia dziewczynę w bezpiecznym miejscu, sam zaś oddala się, oczywiście w bardzo spektakularny sposób, pozostawiając po sobie oszołomienie i zamęt w głowie Sophie.

Całe zajście nie uszło uwadze zazdrosnej o młodego maga Wiedźmy z Pustkowia. Wieczorem zjawia się ona u Sophie i rzuca na nią zaklęcie, zmieniające dziewczynę w zgarbioną staruszkę. W dodatku Sophie nie będzie mogła nikomu o tym zaklęciu powiedzieć.



Rozumiejąc, że nic tu po niej, Sophie opuszcza miasteczko.



Po drodze trafia na przedziwną postać – Stracha na wróble, któremu pomaga, a który następnie stara się jej na wszelkie możliwe sposoby odwdzięczyć. Bo oczywiście Strach jest żywy. Za sprawą Stracha Sophie trafia do ruchomego zamku Hauru.

W zamku młodego czarodzieja pracy nie zabraknie...


I tu zaczyna się… no właśnie, co? Jedna z najpiękniejszych historii, jakie kiedykolwiek czytałam/widziałam. Przedstawmy choćby bohaterów mieszkających w zamku. Oprócz zaklętej w staruszkę dziewczyny, która właśnie się wprowadziła, żyje tam oczywiście pan domu czyli czarodziej-lowelas, jego uczeń i pomocnik – chłopiec imieniem Mark, oraz mówiący ludzkim głosem, zrzędliwy ale uroczy demon ognia – Calcifer. Czujecie wiszącą w powietrzu historię miłosną? Dobrze czujecie; ale też chyba nikt nie spodziewa się po takich a nie innych bohaterach historii w jakikolwiek sposób schematycznej. Będzie zabawnie, będzie słodko, ale i dramatycznie, bo w końcu tłem wszystkich wydarzeń jest wojna. Fabuła zaskoczy wiele razy; najbardziej chyba zadziwi rozwiązanie zagadki, co takiego łączy Calcifera z Hauru.





Hauru

Z jednej strony potężny czarodziej. 

Musi tak być, skoro sama główna czarownica króla mówi o nim, że był jej najlepszym uczniem i swego czasu zamierzała uczynić go własnym następcą. 



Z drugiej strony… młody chłopak ze skłonnością do namiętności; miewa humory, kaprysy, napady lęku, paniki, nawet hipochondrii, poczym znowu widzimy go jako świadomego swojej urody i wdzięku uwodziciela (potrafi jednocześnie kokietować biedną, zamienioną w staruszkę Sophie, jak i mnie przed ekranem; i zobaczycie, że z Wami, drogie Panie, zrobi dokładnie to samo! Każdy jego gest to kwintesencja kokieterii!); na zmianę robi wrażenie bądź to bardzo dojrzałego i opiekuńczego, bądź też dziecinnego, wymagającego specjalnej troski. 



Cudowne jest to pomieszanie! Dzięki temu jest to bohater z krwi i kości – ma wady i zalety, ma swój własny, ciężki charakter; nie jest typem jednobarwnego, napompowanego jak odpustowy balon herosa, unoszącego się ponad wszystkim co niedoskonałe, ludzkie. 



Nie ze wszystkim sobie w życiu radzi. Starając się uchylić od służby wojskowej, ukrywa się, wiecznie ucieka. Męczy go takie życie, jednocześnie zniewalające i dające wolność. Nie tylko zresztą o niezależność tu chodzi. Również o zachowanie swojego człowieczeństwa, o niesplamienie sumienia krzywdą innych ludzi – bezimiennych ofiar rozgrywek możnych z możnymi. Jednak ucieczka sama w sobie nie zmieni faktu, że ludzie i tak giną. Czy więc jest Hauru wielkim ideowcem, czy tylko egoistą i tchórzem? Jego samego męczy ta wątpliwość.


To jest takie piękne, takie ludzkie, to zmaganie się ze samym sobą. Hauru przypomina mi pod tym względem genewskiego filozofa Rousseau. Tak, tego właśnie Rousseau, którego idee zostały co prawda zgwałcone podczas Rewolucji Francuskiej, przeżyły jednak i żyją nadal; wciąż piękne, więc wciąż przez kogoś gwałcone, ale nieśmiertelne. Wielki człowiek, który na zawsze zmienił świat; dla mnie ważny przede wszystkim jako ojciec koncepcji powrotu do natury.

Jean-Jacques Rousseau w swoich „Wyznaniach” już na samym wstępie określił zamysł, z jakim przystąpił do spisania swojej autobiografii: „Imam się przedsięwzięcia, które dotychczas nie miało przykładu i nie będzie miało naśladowcy. Chcę pokazać moim bliźnim człowieka w całej prawdzie jego natury; a tym człowiekiem będę ja. (…) Powiem głośno: oto co czyniłem, co myślałem, czym byłem. Wyznałem dobre i złe równie szczerze. (…) Pokazałem się takim, jakim jestem: godnym pogardy i szpetnym, kiedy nim byłem; dobrym, szlachetnym wzniosłym, kiedy nim byłem; odsłoniłem moje wnętrze takim, jakim tyś je widział sam, Najwyższy Sędzio.” 

Rousseau opisał swoje życie, a szczególnie młodość, właśnie jako ciągłe zmaganie się ze światem zewnętrznym (ograniczającym, krępującym, nakładającym obowiązki, prawa i kary) i światem wewnętrznym (światem namiętności, lęków, frustracji, ale i inspiracji, rozkoszy). Bardzo często widzimy go w najintymniejszych, często wstydliwych sytuacjach, które niejeden zapewne chciałby wymazać z pamięci, a już na pewno ukryć przed innymi. Sumiennie opisał jak „pieścił swoje chimery”; przedstawił wszelkiej maści hultajstwa, których się dopuszczał, w tym między innymi epizod ekshibicjonistyczny czy kradzieże (Rousseau chorobliwie krępował się kupowania rzeczy; łatwiej było mu daną rzecz buchnąć, niż – posiadając ku temu środki – poprosić o nią, nabyć; czuł się wówczas zalękniony, obserwowany i oceniany przez wszystkich wokół, ogarniała go niemoc i – jak sam pisze – „półobłęd”). 


Dla porównania – J. J. Rousseau, „Wyznania”: „Podlegam namiętnościom bardzo gorącym. Podczas ich działania gwałtowność moja dochodzi wręcz ostatecznych granic. Nie znam wówczas ani względów, ani szacunku, ani obawy, ani przyzwoitości; jestem cyniczny, bezczelny, brutalny, nieustraszony; nie ma hańby, która by mnie mogła wstrzymać, niebezpieczeństwa, które by mnie przestraszyło; poza jednym przedmiotem, który mnie pochłania, świat dla mnie nie istnieje. Ale to trwa tylko moment, w chwilę potem popadam w bezwład i obojętność.”


Każdy z nas mniej lub bardziej ciężko przechodził okres dojrzewania; u niektórych okres ten zapewne nadal trwa i trwać będzie aż po grób; a im kto wrażliwszy, tym bardziej kręta i wyboista, ale i oferująca więcej doznań przed nim droga. Co się tyczy Hauru, jego droga to prawdziwa serpentyna. Mnie to się jak najbardziej podoba, oczarowuje i urzeka.


Dla porównania – J. J. Rousseau, „Wyznania”: „W stanie spokoju jestem bezgranicznie bierny, trwożliwy nawet; wszystko mnie uraża, mrozi; mucha zdolna jest mnie wystraszyć. Jedno słowo, jeden gest, stanowią dla mego lenistwa nieprzeparty wysiłek; wstyd i obawa paraliżują mnie tak, że rad bym ukryć się przed całym światem. Gdy trzeba działać, nie wiem, co robić; gdy trzeba się odezwać, nie wiem, co mówić; kiedy na mnie patrzą, czuję się zbity z tropu.”



Sophie

Młoda, skromna, cicha, lękliwa wręcz dziewczyna zaklęta zostaje w staruszkę i jak na złość wtedy właśnie trafia do domu czarodzieja, który (zgodnie z głoszącą plotką, ale może mniej dosłownie braną) rzeczywiście skradł jej serce. Przepis na niezwykły, wzruszający romans murowany. Ale postać Sophie to coś więcej niż tylko postać zakochanej beznadziejnie dziewczyny. To jej ustami Miyazaki wypowiadał będzie swój antywojenny manifest, to za jej sprawą ukrywający się przed władzą Hauru podejmie w końcu decyzję.

Bardzo ciekawe jest również owo „złe” zaklęcie, które ją dotknęło – jak się okazuje nawet tu można mieć wątpliwości, czy jest ono rzeczywiście takie złe. Oto bowiem wraz „z wiekiem” Sophie nabiera cech charakteru, jakich wcześniej nie posiadała. Pomimo słabizny fizycznej, staje się o wiele silniejsza duchem, na wiele spraw patrzy mądrym sędziwym okiem; sama staje się jakby wcieloną Mądrością.



I tu kolejna zagadka. A może tylko moja paranoja. Ale… Na Bogów! Dlaczego akurat to imię? Dlaczego Sophie? Wiecie, czym jest SOPHIA w naukach ezoterycznych, prawda? Że jest to Boska Mądrość. Nie potrafię zmusić się do nieinterpretowania tego w ten sposób, nawet jeśli to tylko moja nadinterpretacja. Dla mnie Sophie: młoda-kochająca i stara-mądra w jednej postaci, wypowiadająca manifesty Miyazakiego, to ucieleśnienie SOPHII w osobie Sophie. Literatura zna już jeden taki przypadek, dlaczego więc tu nie mogłoby być podobnie?



Jeszcze jedno a propos owego zaklęcia. Czy czar, którego nie potrafi anulować nawet wiedźma, która sama je rzuciła, zdjąć może po prostu… wewnętrzny żar i miłość? Oto bowiem zdarzają się momenty, kiedy czar na chwilę pryska i Sophie znowu jest młoda. A dzieje się to wówczas, kiedy Sophie cieszy się jak dziecko, kiedy się aż do zapomnienia zachwyci lub kiedy mówi, przepełniona pasą i uczuciem. Można poszaleć z interpretowaniem tego stanu rzeczy, ale to już pozostawiam każdemu z osobna.




Calcifer

Demon ognia, dzięki któremu zamek Hauru się porusza. Ma swoje ważne miejsce w tym zamku – piec, w którym płonie, to czysto „pogańskie” święte miejsce, zabudowane niczym domowy ołtarz. W ogóle mieszkańcy obchodzą się z nim jak nasi „pogańscy” przodkowie: pilnują, żeby nie zgasł, dzielą się z nim swoim pokarmem; podczas porządkowania pieca, za pomocą specjalnych narzędzi Sophie odkłada jego zarzewie na bok, by następnie umieścić go z powrotem na miejsce. Mamy tu cały szereg obrazów szczególnie cennych dla rodzimowiercy. Kolejny raz widzimy, że wszystkie rodzime kultury w sposób bardzo podobny czciły ogień, także ten domowy, bo i za takiego można Calcifera śmiało brać.



Jak już wspomnieliśmy, z Calciferem łączy Hauru pewna zależność, o której nie chcę mówić, żeby tym, którzy bajki nie widzieli, nie zepsuć zaskoczenia. Bardzo bliską relację nawiąże on także z Sophie, staną się przyjaciółmi.

Ale niech nikt się tu nie spodziewa wielkiego, poważnego demona. Calcifer to najbardziej zrzędliwa, obrażalska i kłótliwa postać w całej bajce! Mało tego – jest też łasy na komplementy i skłonny do popisów! Swoim charakterkiem zaskarbił sobie miłość dziesiątek tysięcy widzów na całym świecie.



Magia



Skoro już o demonach, a wcześniej o wiedźmach, czarownikach i innych cudach była mowa, koniecznie trzeba co nieco o samej magii w bajce powiedzieć. Jest tu kilka jej rodzajów: począwszy od takiej… no, powiedzmy typowo bajkowej, poprzez bardzo ważną tu magię-metaforę, na magii właściwej skończywszy.
A cóż to takiego ta magia właściwa, ktoś mógłby się teraz obruszyć. Ano magia; magija; taka, jaką znamy choćby z naszego własnego słowiańskiego podwórka. Moc ducha, świadomości, umiejętność kreowania rzeczywistości za pomocą umysłu, iluzja, hipnoza, wykorzystywanie mocy kryształów i metali, praca z żywiołami i symbolami… Oglądając bajkę, koniecznie zwróćcie uwagę na to, w jaki sposób Hauru używa magii i na czym będzie polegało starcie z jego byłą nauczycielką – że to wszystko to w dużej mierze zmagania przebiegające w umyśle.





Wojna i posłuszeństwo wobec władzy

Tak oto dotarliśmy do kwintesencji bajki Miyazakiego.



Raz jeszcze zwróćmy uwagę na istotne dla powstania filmu okoliczności:

- „Miyazaki urodził się w styczniu 1941 - roku Pearl Harbour - w Utsomiya, w prefekturze Tochigi. Był dzieckiem wojny, ale w nieco innym tego słowa znaczeniu. Jego rodzina posiadała fabrykę produkującą części do myśliwca Zero. Czerpała zyski z wojny, a dzięki dobrym układom z władzami żaden z krewnych Miyazakiego nie musiał brać udziału w walce na froncie. Bezpieczne i bogate życie, najpierw obok wojennego cierpienia, a potem wśród powojennej nędzy, wzbudziło w chłopcu silne poczucie winy i zwątpienia”.

- „Pomysł na to anime narodził się wtedy gdy MH przebywał w Szwajcarii gdzie docierały do niego informacje o wojnie na Bliskim Wschodzie.” (źródło: http://ja.gram.pl/blog_wpis.asp?id=62336&n=116).


Wobec powyższych informacji jasnym staje się, że z tematem wojny artysta zmierzył się tu całym sobą; zaczynamy rozumieć, skąd bierze się postawa Hauru – jego lęki, wątpliwości, wewnętrzne rozterki i niemoc; skąd w ogóle pomysł, że magowie jako poddani króla zobowiązani są do opowiedzenia się po jego stronie. 



Manifest Miyazakiego widoczny jest oczywiście w tle – sceny pełne ognia, przerażających maszyn, okropne dźwięki, bomby rozsadzające kamienice, kruszące dachy; wreszcie ludzie, zwykli obywatele, zmuszeni do opuszczenia swoich domów, do odejścia z niczym w nieznany niebezpieczny świat... wszystko to daje obraz zniszczenia, które nie powinno mieć miejsca, które nie ma żadnego usprawiedliwienia. 


Swoje zdanie na temat wojny i wymuszania posłuszeństwa przez władzę zawarł artysta również w dialogach. W krótkim opisie nie sposób wymienić wszystkich takich rozmów, dlatego wybrałam te, które moim zdaniem brzmią najmocniej.

*


Jedna z takich rozmów toczy się pomiędzy Hauru a Calciferem, którego w kontekście chwili można wziąć za coś w rodzaju (spersonalizowanego) ognia domowego. I kiedy on – ogień domowy – mówi: „Jak ja nie lubię ognia dział! Nigdy się z nim nie mogłem dogadać.”, to jest to – uważam – doskonale wyrażona… no nawet nie metafora, tylko prawda w najczystszej postaci. Myślę, że lepiej nie dałoby się tego przekazać.

*



Kolejna dawka czystego przekazu. Oto nad piękną ukwieconą łąką, dosłownie sielskością samą w sobie, przelatuje ogromny okręt wojenny. Sophie zadaje Hauru pytanie, które chyba byłoby pierwszym pytaniem każdego, kto zobaczyłby to samo co ona:

Sophie: To okręt!
Hauru: Leci niszczyć i mordować…
Sophie: Czy to nasi?
Hauru: A co to za różnica?

No właśnie… Bo tak naprawdę, co to za różnica?...



*



I jeszcze coś, taka moja osobista interpretacja. W bajce każdy mag, żeby w ogóle zostać uznanym za maga, podpisać musi zobowiązanie wobec króla, że będzie mu służył. Taki rodzaj cyrografu pomiędzy obywatelem a władzą. Potem królowie oczywiście wykorzystują magów do swoich (często niegodziwych) celów.
Kiedy zdejmiemy metaforę i w miejsce magów podstawimy naszych uczonych, wykładowców tzw. oficjalnej nauki/historii, a dalej lekarzy, urzędników i wszelkiej maści innych sługusów władzy; tudzież samych polityków będących na garnuszku banksterów, wtedy…  aż gęsia skórka wychodzi...
Jedyną możliwością, żeby zostać oficjalnie uznanym za maga, jest podpisanie "cyrografu" zobowiązującego do poddańczej służby na rzecz władcy.



Mało tego. Magowie biorący udział w wojnie zamieniają się w bestie, podejmując ryzyko, że któregoś dnia nie będą mogli już wrócić do swojej ludzkiej postaci. Znowu pobawimy się w zdejmowanie metafor, czy macie już dosyć?






*******************************
*****************
********
***





Kończąc ten nieco przydługi wpis, wrócę na chwilę do tytułu, jakim go opatrzyłam. 

 





Walka niekoniecznie musi oznaczać walkę przeciw komuś/czemuś. 



Może to być walka o coś. 








Walcząc o coś, nie musimy z nikim walczyć. 






Nasze działanie może opierać się na positivum a nie na negativum. Może polegać na przekazywaniu wiedzy, na rozpowszechnianiu prawdy, na odkrywaniu nowych możliwości, na pracy u podstaw. 
 

Może to być na przykład WBAJANIE ludziom Wartości.




********************
********
***








45 komentarzy:

  1. No proszę :> jak fajnie że mogłem zainspirować :)
    a to nie koniec,mam w zanadrzu kolejne tytuły haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat cała przyjemność PO MOJEJ stronie ;)

      Jeszcze raz DZIĘKUJĘ :*

      Usuń
  2. http://www.youtube.com/watch?v=v6k0k5uvVYI

    OdpowiedzUsuń
  3. http://www.youtube.com/watch?v=y5NJPlJRKtw

    OdpowiedzUsuń
  4. http://www.youtube.com/watch?v=5Qwq58DVnAM

    OdpowiedzUsuń
  5. http://anime.tanuki.pl/strony/anime/3631-ano-hi-mita-hana-no-namae-o-bokutachi-wa/rec/1992

    OdpowiedzUsuń
  6. http://anime.tanuki.pl/strony/anime/4447-tasogare-otome-x-amnesia/rec/2284

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o Hauru to trzeba zwrócić uwagę na fakt
    że jak nigdy,polski dabing wyszedł dobrze.

    Zwłaszcza Kalcifer :D "Zaczęło padać.Bardzo fajnie"

    Brakuje mi tutaj jednej perełki :>

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/24-w-krainie-bogow/rec/24

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "No-Face

      Reżyser tak opisuję tę niezwykłą postać ducha „bez twarzy”. „(…) lubi Chihiro, przybywa do świata łaźni bogów z innego wymiaru, jest smutną, wzruszającą postacią, która nikogo nie ma i która może komunikować się z innymi istotami tylko głosem tego, kogo połknie”. No-Face (Kaonashi) niewątpliwie przypomina samotnych, młodych Japończyków, którzy bardzo chcieliby się z kimś zaprzyjaźnić, ale za bardzo nie wiedzą jak.

      Początkowo No-Face miał być jedynie tajemniczą postacią stojącą na moście, prowadzącym do wielkiej łaźni i z uwagą przyglądającą się Chihiro – w pewnym sensie również „nie pasującą” do otoczenia. W filmie stał się jednak kimś więcej, kimś w rodzaju „prześladowcy”. Masashi Andō wyjaśnia: „No-Face jest generalnie pozbawiony emocji, ale ostatecznie dodałem mu ich odrobinę. Być może byłoby lepiej pozostawić jego twarz nie wyrażającą żadnych emocji niczym maskę w tetrze nō, pozostawiając jego ekspresję jedynie manipulacji światłem. No-Face połyka pracowników łaźni, i sądzę, że jest to bardziej interesujące, iż ma on zdolność przyjmowania osobowości połkniętych istot. Czyni go to bardziej ludzką postacią”.

      http://strachmaskosneoczy.blogspot.com/2011/05/folklor-w-spirited-away-w-krainie-bogow_10.html

      Usuń
    2. Zgadzam się - dubbing jest rzeczywiście udany. Jarosław Boberek jako Calcifer to strzał w dziesiątkę. Wspaniale zrzędzi i narzeka :) "To Hauru? - Tak, znowu marnuje ciepłą wodę." :) albo: "Oooczywiście, wszystko ja."

      Ale i inne postaci mają dobrze dobrane głosy.

      Wiem, że zabrakło tu "Sprited Away", ale mam na pisanie ogranicznik czasowy w postaci męża ;) Zresztą, przede wszystkim chciałam się tu skupić na manifeście ekologicznym i antywojennym Miyazakiego.

      Usuń
    3. Najlepiej dobrano aktorów właśnie do Hauru,W Krainie Bogów i...
      Pingwinów z Madagaskaru :D

      Jarosław Boberek to jeden z lepszych(jeśli nie najlepszy) głosopodkładacz :>

      Kalcifer i król Julian to sztuka :D

      Usuń
    4. Shakugan no Shana Ognistooka
      http://anime.tanuki.pl/strony/anime/627-ognistooka-shana/rec/634

      Tutaj jest lektor,ale też profesjonalista
      Nie jest infantylny jak większość naszych głosopodkładaczy
      Gdy widzą animacje to włącza im się jakaś dziwna aplikacja pt:
      "Trzeba się zachowywać jakby film był przeznaczony dla 3latków."

      Usuń
  8. W życiu każdego dziecka następuje kiedyś taki moment, w którym musi opuścić rodzinny dom i sprawdzić swoje umiejętności radzenia sobie samemu. Dla trzynastoletniej Kiki ten dzień właśnie nadszedł. Jak każda czarownica w jej wieku, musi na cały rok zamieszkać w zupełnie obcym mieście, by tam dowieść, że jest już dorosła i potrafi być samodzielna. Dziewczynka z nadzieją patrzy w przyszłość, bezgranicznie wierząc w powodzenie swej próby. Wsiada na miotłę i razem ze starym przyjacielem, gadającym kotem o imieniu Jiji, wyrusza w ten nowy, niezwykły świat, w podróż, która wydaje się spełnieniem marzeń. No właśnie. Sęk tkwi w tym „wydaje się”.

    Małej czarownicy bardzo trudno żyć w dzisiejszych czasach. Kiki staje wobec mnóstwa problemów, począwszy od tych najbardziej prozaicznych, aż po te wielkie, które wydają się nie do pokonania. Mieszkanie, wyżywienie, praca… A jaką można znaleźć pracę, kiedy ma się trzynaście lat i umie tylko latać na miotle? Kłopoty, kłopociki… Jednak w końcu Kiki natrafia na życzliwych ludzi, zdobywa ich sympatię, zyskuje przyjaciół – i tak właśnie rodzi się „czarodziejski zakład kurierski”.

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/159-podniebna-poczta-kiki/rec/159

    OdpowiedzUsuń
  9. Tanuki­‑san, tanuki­‑san, czy chcesz bawić się?
    O, widzę, że właśnie jesz!
    Co takiego jesz? Pyszną śliwkę marynowaną?
    Daj mi kawałek! Oj, oj, jesteś trochę zbyt zachłanny!

    Tanuki (jenoty) ze wzgórz Tama wiodły sobie spokojny żywot, nikomu nie wadząc. Wcinały leśne owoce, owady i drobne gryzonie. Żywności było w bród, nie musiały więc zbytnio o nią rywalizować. Jednak do czasu – z powodu rozrastania się Tokio na wzgórzach ruszyły roboty budowlane, mające na celu wyrównanie ich i przygotowanie terenu pod budowę osiedla mieszkaniowego. Chcąc przetrwać, klany jenotów z lasów Takaga i Suzuka wszczęły ze sobą wojnę o terytorium. Heroiczne zmagania zostały jednak przerwane przez wkroczenie Oroku Ognistej Kuli, charyzmatycznej matrony, która wskazała swym futerkowym braciom prawdziwe źródło zagrożenia – ludzi.

    Na leśne stworki spłynęło opamiętanie. Postanowiły zwołać wiec wszystkich tanuki ze wzgórz Tama, by znaleźć sposób na zażegnanie niebezpieczeństwa. Wiec, prowadzony przez sędziwego opata Tsurugame, uchwalił, że należy za wszelką cenę powstrzymać prace na budowie. Najlepszą metodą było sabotowanie ich, dzięki wykorzystaniu umiejętności zmiany kształtu. Tej jednak nie posiadały wszystkie jenoty, gdyż wymagała ona długotrwałego i morderczego treningu – tanuki zaś ze swej natury są leniwe, niefrasobliwe i łatwo tracą koncentrację. Nieliczna garstka, między innymi młody Shoukichi i Gonta, potężny przywódca klanu z lasu Takaga, poddała się szkoleniu Oroku, by przygotować się do wojny. Oprócz tego dwaj młodzi wysłannicy wyruszyli do słynnych mistrzów przemian w Sado i na Shikoku, aby uzyskać ich pomoc. Dodatkowo jenoty postanowiły, że aż do osiągnięcia zwycięstwa powstrzymają się od rozmnażania, aby uniknąć dalszego „przetanuczenia” okolicy (swoją drogą było to tym straszniejsze poświęcenie, że mówimy tu o duchach płodności).

    Trening przyniósł wspaniałe rezultaty. Już wkrótce tanuki pod wodzą Gonty doprowadziły do serii wypadków i prace na budowie zostały wstrzymane. Uradowane jenoty urządziły wielką fetę, niedługo potem okazało się jednak, że budowa rusza ponownie. Kontynuowały więc akcję dywersyjną, za każdym razem świętując zwycięstwo, ludzie jednak okazali się uparci i wciąż zaczynali na nowo. Tymczasem mijały pory roku i coraz więcej tanuki łamało celibat i łączyło w pary, płodząc dzieci. Sytuacja zaczynała się robić nieciekawa, zwłaszcza dla jenotów niepotrafiących zmieniać postaci – nie mogły one skutecznie zdobywać pożywienia, a nierzadko też ginęły pod kołami samochodów. Gonta zaczął już nawoływać do rozstrzygnięcia siłowego, gdy wreszcie Tamasaburo wrócił, przyprowadzając mędrców z Shikoku. Mędrcy, dość ekscentryczni nawet jak na jenoty, podnieśli je na duchu i wciągnęli do przygotowań ostatecznego planu wypędzenia ludzi – Parady Duchów.

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/666-szopy-w-natarciu/rec/674

    OdpowiedzUsuń
  10. Scenariusz całego anime pisze na podstawie mangi o tym samym tytule autorstwa Ochiai Saoriego (落合 さより) Yamaguchi Hiroshi (山口 宏). Serial opowiada o dziewczynce, Saeki Makoto (冴木まこと), która jest córką sintoistycznego kapłana. Po zmarłej matce odziedziczyła umiejętność porozumiewania się z boskim posłańcem, niejakim Gintarō (銀太郎) - tytułowym srebrnym lisem.
    Historia pokazana w pilocie, zatytułowanym "Jūgodaime to Gintarō" (「十五代目と銀太郎」 - "Piętnasta i Gintarō"), stanowi wprowadzenie do fabuły i jako takie dobrze się sprawdza. Odcinek jest bardzo ciepły i przyjemny, a klimatem przypomina nieco animacje studia Ghibli. Można mu co prawda zarzucić naiwność czy sztampę i choć nie byłyby to zarzuty bezpodstawne, to w przypadku anime tak sympatycznego i skierowanego do całej rodziny, tak bardzo to wszystko nie przeszkadza.
    Bardzo dobrze nakreśleni są poszczególni bohaterowie. Makoto od razu budzi sympatię widza i łatwo się z nią utożsamić. Gintarō bawi zaś swoją nonszalancją i zarozumialstwem.

    http://krzysztofinski.blogspot.com/2013/10/maniak-ocenia-48-gingitsune-s01e01.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Wychowana z dala od wielkiego miasta Izumiko Suzuhara właśnie kończy gimnazjum. Pewnego dnia poznaje Miyukiego Sagarę, syna jej wieloletniego opiekuna Yukimasy. Chłopak zostaje postawiony przed faktem dokonanym i zmuszony do służenia jej, okazuje się bowiem, że ta nieśmiała i pozornie zwyczajna dziewczyna jest jedną z ostatnich osób na świecie, dzięki którym możliwy jest kontakt ze światem duchów, a prócz tego skrywa wielkie moce. Nie ma jednak o nich pojęcia. Izumiko i Miyuki zostają wysłani do specjalnej szkoły Houjou, znajdującej się w Tokio. Jak potoczą się dalsze losy szarej myszki i jej opryskliwego towarzysza?

    Na pierwszy rzut oka mamy tu wszystkie elementy potrzebne do stworzenia może niekoniecznie ambitnej, ale wciągającej serii szkolnej z elementami nadprzyrodzonymi i wątkiem romantycznym. Niestety, potencjał to jedno, a wcielenie planu w życie to już zupełnie inna para kaloszy. Biorąc pod uwagę, że pierwowzorem Red Data Girl jest sześciotomowa powieść, można by je podejrzewać o w miarę spójną i ciekawą fabułę. Jednakże z braku dostępu do książki trudno mi stwierdzić, jak wiernie i w jakiej części przeniesiono ją na ekran. Ale jedno mogę napisać na pewno: jeśli oryginał przedstawia się podobnie, to nie warto po niego sięgać.

    Książka sobie, anime sobie, a ponieważ większość osób będzie miała kontakt z tym drugim medium, na nim też się skupmy. Pierwszym i bardzo poważnym problemem jest to, że seria zupełnie nie sprawdza się jako twór samodzielny, gdyż nie odpowiada na żadne z ważniejszych pytań postawionych na początku. Owszem, można powiedzieć, że zostaje nam wstępnie przedstawiony świat, ale mimo to ilość niedopowiedzeń i brak rozwiązania najistotniejszych problemów mogą pozostawić niedosyt u tych, których fabuła wciągnęła. Poznajemy sekret Izumiko, a także jej nowych przyjaciół, ale co z tego, skoro zamiast ładnie wykończonego ubrania otrzymujemy coś pospiesznie zafastrygowanego, z ledwo zaszytymi dziurami, w dodatku nie wszystkimi.

    Drugi problem jest już bardziej subiektywny, ale podejrzewam, że znajdzie się sporo osób, które podzielą moje zdanie. Żeby poczuć niedosyt po otwartym zakończeniu, trzeba najpierw tą fabułą się zainteresować. No właśnie, poważniejszy problem tego anime stanowi bowiem to, że jest po prostu nudne i nijakie. Sposób wprowadzenia widza w opowieść jest chaotyczny i niezgrabnie zrobiony – od przydługiego wstępu na prowincji poprzez przeprowadzkę, na szkolnym festynie kończąc. Historia krąży między kolejnymi niejasnościami i skupia się przede wszystkim na wątku związanym z nowymi znajomymi głównych bohaterów, Mayurą i Manatsu Soudą, mającym niewiele wspólnego z tajemnicą Izumiko i niewnoszącym praktycznie nic do wątku głównego. Sam w sobie jest zresztą nawet ciekawy, ale niestety wrzucony do tego kociołka jako jeden ze składników sprawdza się średnio. Nawet pomijając bardzo interesujące odniesienia do motywów szintoistycznych (tutaj przedstawionych w sposób bliski realizmowi, przez co może nie aż tak efektowny, jak w wielu innych seriach), w scenariuszu brak wyraźnego punktu zaczepienia i konkretów, bo to, że postaci rozmawiają o różnych rzeczach, niewtajemniczonym w treść książki za wiele nie pomoże. Co z tego, że dostajemy zapowiedź przełomowych wydarzeń, skoro ostatecznie i tak nic z tego nie wynika?

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/5182-rdg-red-data-girl/rec/2483

    OdpowiedzUsuń
  12. Założenia: inspirowana japońską mitologią opowieść o kapłance i jej obrońcach stających do walki ze złem. Efekt końcowy: Knuje™ bawią się w kotka i myszkę z niedoszłą kapłanką i jej stadkiem przeterminowanych parówek. :D

    Położona w malowniczej okolicy, wydawałoby się spokojna wioska Kifamura. To tutaj zostaje wysłana siedemnastoletnia Tamaki Kasuga na czas wyjazdu rodziców do Afryki. Opiekunką lokalnej świątyni jest babcia dziewczyny, Shizuki Ugaya, która chętnie przyjmie wnuczkę pod swoje skrzydła. Można by się spodziewać, że Tamaki będzie miała szansę odpocząć od miejskiej dżungli zwanej Tokio, ale nic bardziej mylnego. Zaraz po przyjeździe napotyka dziwacznie stwory, które wyraźnie nie mają wobec niej przyjaznych zamiarów. Lecz oto nadchodzi pomoc! Niespodziewanie pojawia się przystojny młodzieniec, który odpędza dziwadła odpowiednią inkantacją. To Takuma Onizaki, wysłany przez panią Uagaya w celu bezpiecznego doprowadzenia Tamaki do świątyni. Tam dziewczę dowiaduje się, że to bynajmniej nie koniec kłopotów. Otóż Tamaki jest kolejną po babci kobietą w rodzinie, w której powinna przebudzić się krew Tamayori Hime – księżniczki Tamayori. Od setek lat kolejne potomkinie legendarnej kapłanki Tamayori, mają za zadanie strzec pieczęci Onikimaru i, ponieważ moc Shizuki gaśnie, rolę tę musi przejąć jej wnuczka. Delikatne dziewczę nie będzie jednak stało na straży pieczęci samotnie – z pomocą przyjdą jej ochroniarze wywodzący się z legendarnego rodu Shugogo, który od zawsze wspierał kapłankę. Nie byłoby to anime, gdyby na rzeczonych ochroniarzy nie składała się pięcioosobowa gromadka przystojnych młodzieńców – w tym wspomniany przed chwilą Takuma.

    W sumie ekipa liczy sobie sześć osób i całkiem słusznie, bo jest czego strzec. Żeby nie było za łatwo (bo cóż znaczy jedna pieczęć dla świeżo upieczonej kapłanki?), rzecz okazuje się o wiele bardziej złożona: pieczęć Onikimaru jest chroniona przez dwie inne: krew Tamayori Hime i Artefakty, na które z kolei składa się pięć pieczęci: pierścień, lusterko, dzwonki, naszyjnik i bransoletka… Jaki to ma sens czy zastosowanie? Nie pytajcie, po prostu tak jest i tyle: albo odpowiedź jest oczywista (bo nikt z bohaterów o to nie pyta), albo zbyt złożona dla zwyczajnych śmiertelników. A czym jest samo Onikimaru, zapytacie? Cóż, ponieważ ta kwestia jest konsekwentnie pomijana przez kilka ładnych odcinków, zdradzenie odpowiedzi może zostać uznane za spoiler, więc wolę siedzieć cicho, żeby nikt mi potem nie zarzucał, że mu zepsułam niespodziankę. Ale to nic specjalnego, zapewniam Was.

    Niestety, dla strażników Onikimaru nadchodzą ciężkie czasy. Z nieznanych przyczyn pieczęć zaczyna słabnąć, przez co bóstwa i duchy lasu robią się niespokojne. Oczywiście siły zła natychmiast korzystają z nadarzającej się okazji i ujawniają się w postaci pięcioosobowej grupy ludzi nazywającej siebie „Logos”. Podejmują oni próby łamania kolejnych pieczęci chroniących Onikimaru. Mówi się, że jedynie Tamayori i Shugogo mają moc ich przełamania, ale najwyraźniej przez kilkaset lat coś się zmieniło albo legenda jest odrobinę podkoloryzowana. Tak czy inaczej, pojawia się problem. Strażnicy – Takuma, Mahiro, Shinji, Suguru i Yuuichi – przegrywają sromotnie w starciach z Logos. Okazuje się, że przeciwnicy są znacznie silniejsi od nich. Jak tak dalej pójdzie, pieczęć z dziecinną łatwością zostanie przez nich przełamana. Zaraz, a co z Tamaki? W końcu to ona miała tu grać pierwsze skrzypce. Niestety – nie może tego robić, dopóki krew Tamayori Hime się w niej nie przebudzi. A na to się jakoś nie zanosi…

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/4467-hiiro-no-kakera/rec/2279

    OdpowiedzUsuń

  13. W drugiej serii przygód kapłanki i jej obrońców zachodzi pewna zmiana. Czapki z głów, panie i panowie. Oto na scenę wkracza poskładana w całość przez najlepszych chirurgów fabuła.

    Wydawałoby się, że niebezpieczeństwo zażegnane – Logos zostali pokonani, Onikimaru ocalone, a bohaterom nie pozostało nic innego, jak żyć długo i szczęśliwie? Ależ skąd, ratowanie świata nie może być takie proste! Tutaj potrzeba ofiary okupionej prawdziwym cierpieniem, a nie jego namiastką, jak to było do tej pory. Tak więc okazuje się, że kiedy pieczęć została już raz z Onikimaru zdjęta, nie da się tak łatwo utworzyć równie silnej. Do tego potrzeba Artefaktów, ale one są przecież w posiadaniu wroga, a w bezpośrednim starciu z Logos strażnicy nadal mają małe szanse. Co więcej, okazuje się, że w szeregach Shugogo kryje się zdrajca. A właściwie dwóch – jeden, który już zdradził i bardzo tego żałuje, oraz drugi postanawiający właśnie przyłączyć się do przeciwników. Tamaki traci najmądrzejszego i najbardziej doświadczonego ze strażników – Suguru Oomiego. I nie, to wcale nie koniec złych wieści. Demon, który jest przodkiem Takumy, daje o sobie znać coraz częściej. Czy chłopak zdoła opanować siedzącą w nim bestię, czy może dojdzie do tragedii? Jeśli komuś nadal wydaje się, że to mało, dodam, iż twórcy kryją w zanadrzu jeszcze parę tajemnic rodzinnych i zwrotów akcji.

    Kiedy rozpoczęła się emisja drugiego sezonu Hiiro no Kakera, podchodziłam do pierwszego odcinka z dużymi wątpliwościami, bo i czego można było się spodziewać po kontynuacji kiepskiej serii? Jednak obejrzałam jeden odcinek, potem drugi i następne, i ze zdziwieniem zauważyłam, że seria nawet mnie zainteresowała – już się tak nie dłużyła, czas podczas oglądania leciał szybciej. Skąd ten nagły wzrost jakości? To bardzo proste. Wreszcie zaczęło się coś dziać. Zamiast spacerów w blasku zachodzącego słońca i sztywnych dialogów o niczym widz dostaje wreszcie konkretny kawałek fabuły w każdym odcinku i już samo to ma naprawdę duże znaczenie, niezależnie nawet od tego, jakiej jest ona jakości. Wszystkie te wątki, które sugerowane były w pierwszym sezonie, teraz pojawiają się obok głównej osi fabularnej. Dowiemy się więc wreszcie czegoś na temat przeszłości strażników, a nawet (niewiarygodne!) niektórych członków Logos. Można powiedzieć, że tak jak pierwszy sezon cierpiał na zdecydowany niedobór zdarzeń, tak tutaj twórcy chcieli ich wcisnąć za dużo, przez co część wątków pozostaje nierozwinięta, a część przybliżona na chybcika. Można było lepiej rozłożyć materiał, bo dysproporcja jest bardzo duża.

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/4825-hiiro-no-kakera-dai-ni-shou/rec/2392

    OdpowiedzUsuń

  14. http://anime.tanuki.pl/strony/anime/5223-little-witch-academia/rec/2501

    OdpowiedzUsuń
  15. W wyniku niespodziewanej inwazji roślin z Księżyca Ziemia uległa diametralnym zmianom. Chłopiec imieniem Agito żyje w Mieście Neutralnym, które stanowi pomost pomiędzy Lasem, a jego wrogiem, wojskowym miastem – państwem, Laguną. Pewnego dnia Agito wraz ze swoim przyjacielem Cainem po raz kolejny wyrusza w dół – do trzewi zniszczonego świata – by zaczerpnąć wody z leśnego sanktuarium. Zostają przyłapani, ale Agito nie chce oddać wody i rzuca się do ucieczki. Podczas przemierzania tuneli zrujnowanych budowli natrafia na śpiącą w przezroczystej skrzyni dziewczynę. Oczywiście nie jest to tylko zwykła dziewczyna, a jej przebudzenie będzie miało poważne konsekwencje dla innych mieszkańców tej z pozoru spokojnej krainy.

    http://www.youtube.com/watch?v=6k2b3cvb9tc

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/726-origin-spirits-of-the-past/rec/738

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://www.youtube.com/watch?v=0xGoR23Wouk

      Usuń
    2. Dzięki za linki. Dobrze, że będą w jednym miejscu.

      "Origin spirits of the past" - znalazłam ten film cały (cały acz w częściach) na YouTube, z angielskim dubbingiem.

      Usuń
  16. http://anime.tanuki.pl/strony/anime/693-opowiesci-z-ziemiomorza/rec/889

    OdpowiedzUsuń
  17. mperium Cesarskie. Włada nim kolejny czcigodny imperator, potomek założyciela cesarstwa – Torogala – który zgodnie z oficjalnymi podaniami przybył na te ziemie wraz z ośmioma wiernymi wojownikami, pokonał wodnego potwora, który nękał mieszkańców i objął pieczę nad tą krainą, która została nazwana Nowym Cesarstwem Yogo. Cesarza wspiera oczywiście kadra gwiezdnych wróżbitów, dzielna gwardia wiernych wojowników, gotowych wypełnić każdy jego rozkaz oraz rodzina cesarska wraz z resztą dworu. Poza sferami wyższymi zwykli mieszkańcy Yogo wiodą niczym nie zakłócane życie w licznych wioskach, pomiędzy którymi rozciągają się lasy, pola ryżowe i góry. W tym spokojnym świecie, zwanym Sagu, istnieje równoległy wymiar – Nayug, zamieszkany przez przedziwne stwory i rządzący się odmiennymi prawami. Tylko niektórzy mieszkańcy Sagu zdają sobie sprawę, jak silna więź łączy oba światy i jak mocno ich egzystencje splatają się, bezpośrednio wpływając na wydarzenia w innym wymiarze.

    Mająca około 30 lat Balsa – jedna z nielicznych kobiet wojowniczek – wędruje po świecie, zatrudniając się jako ochroniarz, kierowana pragnieniem odkupienia ośmiu dusz i spłacenia długu z przeszłości. Podczas swojej wędrówki dociera do Yogo i jest świadkiem wypadku syna cesarza, Chaguma. Skacze za chłopcem w nurt rwącej rzeki i ratuje go przed utonięciem, po czym zostaje zaproszona do pałacu cesarskiego. Jednakże, jak się okazuje, nie wezwano jej tu w celu podziękowania za jej wyczyn. Balsa dowiaduje się od cesarzowej, matki Chaguma, o tajemniczym potworze, który przebywa w młodym księciu i który nęka go podczas snu. Obawiając się tych niepokojących objawów, imperator wydał potajemnie rozkaz zgładzenia własnego syna. Matka Chaguma powierza Balsie życie chłopaka i rozkazuje garstce zaufanych ludzi podpalić jego sypialnię, dając im czas potrzebny na ucieczkę z pałacu. I tak rozpoczyna się historia, w której nie zabraknie walki o życie, przeciwstawiania się przeznaczeniu i rozwijania niezwykłej więzi pomiędzy bohaterami.

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/974-seirei-no-moribito/rec/995

    OdpowiedzUsuń
  18. Studiująca w Tokio Hana w czasie jednego z wykładów zwraca uwagę na siedzącego z przodu sali młodego mężczyznę. Postanawia go bliżej poznać i choć początki do łatwych nie należą, oboje powoli się w sobie zakochują. Wszystko pięknie, wszystko fajnie, gdyby nie fakt, że tajemniczy wybranek Hany okazuje się… wilkiem. Dla niej nie stanowi to jednak większego problemu, zaczynają więc wspólne życie. Po pewnym czasie na świat przychodzi córeczka Yuki, potem Hana znowu zachodzi w ciążę i rodzi synka, Ame. Niestety, niedługo później jej ukochany wilk ginie. Jak ma poradzić sobie samotna studentka bez stałej pracy z dwójką dzieci, które odziedziczyły również zwierzęcą naturę ojca? Zdana wyłącznie na siebie Hana stara się jak może, ale jedynym rozsądnym wyjściem w tej sytuacji okazuje się przeprowadzka z dala od miasta na wieś, gdzie nikt jej nie zna. Jednak czy ciche życie pośród lasów i gór na pewno okaże się łatwiejsze?

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/4751-ookami-kodomo-no-ame-to-yuki/rec/2502

    OdpowiedzUsuń
  19. Nastoletnia Asuna mieszka w prowincjonalnym miasteczku w sercu gór. To wzorowa uczennica i córka, ale nie może powiedzieć, że jest szczęśliwa. Ojciec od dłuższego czasu nie żyje, zapracowana matka rzadko bywa w domu i mimo iż szkolni znajomi dziewczynki są mili, nie posiada ona bliskich przyjaciół. Dlatego większość czasu spędza samotnie w kryjówce przy urwisku, na którym często przesiaduje, słuchając radyjka własnej roboty. Pewnego razu dzięki tajemniczemu kamieniowi – pamiątce po ojcu, Asuna wychwytuje niezwykłą i smutną pieśń, która nie jest podobna do żadnej innej, jaką kiedykolwiek zdarzyło jej się słyszeć. Niestety nigdy się nie powtarza, choć dziewczynka czeka z utęsknieniem na znajomą melodię. Pewnego dnia na drodze Asuny staje za to dziwny potwór nie z tego świata i w ostatniej chwili ratuje ją przed nim tajemniczy chłopak, Shun, który posiada taki sam kamień jak Asuna. Skąd przybył i kim jest?

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/4050-hoshi-o-ou-kodomo/rec/2162

    OdpowiedzUsuń
  20. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jakie konsekwencje może mieć uratowanie życia kotu? Zwłaszcza, jeśli nie jest to zwyczajny kot…

    Haru jest zwykłą uczennicą szkoły średniej, mającą typowe w tym wieku problemy: zwykle spóźnia się na lekcje, chłopak z klasy, który jej się podoba, nie zwraca na nią uwagi, no i jakoś nie może znaleźć swojego miejsca w życiu. Pewnego dnia, wracając ze szkoły, ratuje życie kotu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kot ludzkim głosem dziękuje jej za pomoc i zapewnia o swojej wdzięczności… Skutki uderzenia w głowę? A może jednak nie, zważywszy, że późno w nocy Haru zostaje odwiedzona przez całe stado mówiących kotów, z samym Kocim Królem, który dziękuje jej za uratowanie syna. A kocia ochmistrzyni zapowiada niekończący się strumień przyjemności. Gorzej jednak, że wkrótce Haru dowiaduje się, iż z wdzięczności koty chcą wydać ją za mąż… Za uratowanego przez nią księcia. I co ma zrobić biedna dziewczyna? Zwłaszcza, że koty na pewno zabiorą ją do Kociego Królestwa. Jedynym wyjściem jest odszukanie Biura do Spraw Kotów i jego pracowników: tajemniczego kota Barona, grubego Mutę i gadającego gargulca Toto. A przygoda dopiero sie zaczyna…

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/242-narzeczona-dla-kota/rec/239

    OdpowiedzUsuń
  21. http://anime.tanuki.pl/strony/anime/856-o-dziewczynie-skaczacej-przez-czas/rec/876

    OdpowiedzUsuń
  22. http://anime.tanuki.pl/strony/anime/308-otogizoushi/rec/300

    OdpowiedzUsuń
  23. Chory na serce Shou ze względów zdrowotnych przenosi się na jakiś czas do domu ciotki. Już pierwszego dnia przytrafia mu się coś niezwykłego: dostrzega w ogrodzie maleńką osóbkę, która próbuje uniknąć spotkania z kotem. Mała istota to Arrietty, czternastoletnia „pożyczalska”, która wraz z rodziną mieszka pod podłogą. Pożyczalscy w żaden sposób nie szkodzą ludziom, ot, czasami „pożyczają” jakieś drobiazgi w rodzaju chusteczki higienicznej czy kostki cukru. Dziewczyna, przekonana o tym, że Shou jednak jej nie widział, tego samego wieczora wybiera się z ojcem na swoją pierwszą wyprawę do domu dużych ludzi. Pech chce, że i tym razem zostaje dostrzeżona przez chłopca, który próbuje nawiązać z nią rozmowę. Przestraszeni faktem, że zostali odkryci, rodzice Arrietty podejmują decyzję o przeprowadzce…

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/2923-tajemniczy-swiat-arrietty/rec/2051

    OdpowiedzUsuń
  24. http://www.youtube.com/watch?v=Tu3n-j7eNpo

    OdpowiedzUsuń
  25. http://www.youtube.com/watch?v=iRhlciYTAcI

    Ostatni Strażnik Magii

    OdpowiedzUsuń
  26. Koralina to dziewczyna z fantazją: nosi żółty płaszczyk, niebieskie buty, włosy ma także pofarbowane na niebiesko. Właśnie przeprowadziła się ze swoimi rodzicami do nowego miejsca, do nowego domu. Nic jej się tu nie podoba. Dach przecieka, podłoga trzeszczy, wilgoć wdziera się w każdy zakamarek. Na zewnątrz wszystko tonie w błocie, dlatego rodzice rzadko pozwalają jej na zabawy na świeżym powietrzu. Te niemałe niedogodności Koralina pewnie by jeszcze zniosła, gdyby nie czuła się tak samotna. Rodzice, zajęci swoją pracą, nie poświęcają jej praktycznie uwagi, przyjaciele są daleko.

    Koralina, zdana na siebie, zaczyna myszkować po starym domu, zaglądać do każdego kąta. I jak to w klasycznym bajkowym świecie, w jednym z pomieszczeń znajduje małe drzwiczki, które okazują się być portalem do świata spełnionych marzeń. Wygląda on jak lustrzane odbicie tego, w którym na co dzień pomieszkuje dziewczynka: rodzice wreszcie mają dla niej czas, obiady wreszcie są pyszne, a nieciekawi, zdziwaczali sąsiedzi jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zamieniają się w prawdziwych i szalonych artystów. Dziewczyna wreszcie jest szczęśliwa, jednak do czasu. Po kilkukrotnym pobycie w tej alternatywnej krainie okazuje się, że ktoś blokuje Koralinie powrót do rzeczywistości, pragnie bowiem by po wsze czasy została tam, gdzie ludzie zamiast oczu mają zimne guziki.

    http://stopklatka.pl/-/6221933,strzez-sie-guzikow

    OdpowiedzUsuń
  27. Kami-sama no Inai Nichiyoubi
    O tym jak pewna dziewczynka pragnie ocalić opuszczony przez Boga świat.

    A siódmego dnia Bóg opuścił świat i od tego momentu nikt się nie urodził i nikt nie mógł umrzeć. Pojawiły się jednak istoty zwane Grabarzami, które jako jedyne są w stanie dać ludziom upragnioną śmierć. W takiej rzeczywistości przyszło żyć dwunastoletniej Ai, która mieszka w małej wiosce i od śmierci matki opiekuje się tamtejszym cmentarzem, gdzie niestrudzenie kopie mogiły dla każdego mieszkańca… Nie jest zwykłym człowiekiem, gdyż przyszła na świat, kiedy to teoretycznie było już niemożliwe i odziedziczyła po rodzicielce moce Grabarza. Spokojne dni niespodziewanie przerywa pojawienie się młodego mężczyzny, Hampniego Hambarta, który zabija mieszkańców wioski i sugeruje zszokowanej Ai, że wcale nie jest Grabarką. Dziewczynka dopiero w tym momencie zaczyna zdawać sobie sprawę, jak niewiele wie o świecie… A co gorsza, Hampnie to imię ojca, którego Ai zna tylko z opowiadań matki…

    Co byście pomyśleli, gdybyście zobaczyli słodką dziewuszkę, która z ogromnym zapałem i uśmiechem na twarzy co dzień kopie groby dla swoich najbliższych? Sama wizja pewnie prezentuje się dość upiornie, albo wyjątkowo absurdalnie, albo i tak i tak jednocześnie. Świat pozbawiony wszelkiej nadziei, gdzie pałętają się hordy gnijących ludzi, którzy nie są w stanie umrzeć, też nie wydaje się szczególnie urokliwym i spokojnym miejscem… Czy kolejny przystanek to otchłań rozpaczy czy może przysłowiowe piekło na Ziemi? Cóż, trudno powiedzieć. Ale jedno jest pewne: ktoś wpadł na pomysł, żeby taką wizję przenieść na papier i już pierwszy tomik zapewnił autorowi nagrodę przyznawaną przez wydawnictwo Fujimi Shobo.

    http://anime.tanuki.pl/strony/anime/5334-kami-sama-no-inai-nichiyoubi/rec/2566

    OdpowiedzUsuń
  28. The Laws of Eternity

    http://www.youtube.com/watch?v=V6ELztGkDVE

    22:43 spotkanie z Raraszkiem i bardzo ciekawe słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  29. The Rebirth of Buddha

    http://www.youtube.com/watch?v=jCw8ZulaajE

    5:54

    OdpowiedzUsuń
  30. The Laws of The Sun
    http://www.youtube.com/watch?v=zVFChOcPFWs

    OdpowiedzUsuń
  31. Wizards - 1977 • Full Movie

    http://www.youtube.com/watch?v=2rF2y7oMlQg

    OdpowiedzUsuń
  32. http://www.youtube.com/watch?v=yZAY-78zhmw

    Friends On The Other Side - Dr. Facilier

    OdpowiedzUsuń

  33. http://bestplayer.tv/film/10337-grajacy-z-talerza-1995-pl.html

    OdpowiedzUsuń
  34. Zapomniany diabeł
    http://www.youtube.com/watch?v=dHxYP33HOoQ

    Igraszki z diabłem
    http://www.youtube.com/watch?v=lfdt9P-LYyk

    OdpowiedzUsuń
  35. Radżastan. Dusza proroka
    The Bishnois

    Ponad 600 lat temu w Indiach powstała społeczność Bishnois. Jej członkowie od samego początku ściśle przestrzegają zasad, które współcześnie przypisywane są zwolennikom ekologii. Ochrona środowiska naturalnego to dla nich nie tylko hasło wykrzykiwane na zebraniach aktywistów. Bishnois z ekologii zrobili religię. Twórcy filmu, ukazując życie członków tej wyjątkowej społeczności, odkrywają unikalny rodzaj relacji łączących ich z otaczającą naturą.





    Zniewolone umysły - Hipnoza i nie tylko
    Captive Minds: Hypnosis and Beyond

    Jak kulty trzymają przy sobie swoich wyznawców? Dlaczego żołnierze są bezwzględnie lojalni? Czemu zakonnicy jezuiccy podporządkowują się przełożonym przez całe życie? Oto film, który pokazuje w jaki sposób indoktrynuje się ludzi i manipuluje się nimi w różnych instytucjach, których metody okazują się być zaskakująco podobne. Ich rekruci są izolowani, następnie na różne sposoby doprowadzani do zmęczenia i dezorientacji, lub odmiennych stanów świadomości. Zdezorientowani i zastraszeni z łatwością poddają się sugestiom liderów - czy to guru, przeorowi, dowódcy czy terapeucie. Film pokazuje, jak potęgą sugestii manipuluje się ludzkimi poglądami i zachowaniem. Przypomina o tym, że każdy narażony jest na psychomanipulację, a jej efekt zależy jedynie od umiejętnie dobranej i zastosowanej techniki. W filmie zabrakło jednak wzmianki o najpowszechniej stosowanej formie manipulowania ludzkim światopoglądem: współczesnej szkole i systemie edukacji.



    W Kolebce Bogów
    Cradle of the Gods

    Okrycie Gцbekli Tepe, pozostałości prehistorycznego sanktuarium w południowo-wschodniej Turcji (tereny Żyznego Półksiężyca), zrewolucjonizowało współczesną wiedzę o neolicie w Eurazji.
    To najstarsze znane miejsce kultu stworzone przez człowieka, jego powstanie datowane jest na 10 tys. lat p.n.e.
    Do niedawna sądzono, że w owym czasie ludzkość była pozbawiona możliwości organizacyjnych i wytwórczych oraz mentalnych do wykonania tak skomplikowanego dzieła.
    W ruinach budowli znaleziono ziarna pszenicy i innych roślin, Gцbekli Tepe to zwrot w dziejach ludzkości.


    Burzyński – Rak to poważny biznes
    Burzynski. Cancer is serious business

    Świetny dokument opisujący historię polskiego doktora biochemii, który w 1977 roku wynalazł lekarstwo na raka, a przede wszystkim historię jego zmagań z FDA, która przez te wszystkie lata (aż do 2009 roku) skutecznie blokowała przeprowadzenie badań klinicznych i wprowadzenie lekarstwa na rynek. Dlaczego? Każdy powinien zobaczyć ten film aby poznać (przedstawioną tutaj dość klarownie a zarazem szczegółowo) machinę napędzającą rynek farmaceutyczny (chodzi o masową produkcję przeróżnych leków do chemioterapii) przez którą przepływają miliardy dolarów, sieć powiązań pomiędzy FDA, koncernami farmaceutycznymi i NCI.

    OdpowiedzUsuń
  36. Interstate 60
    Mr. Destiny
    The Family Man
    Stranger Than Fiction
    Retroactive
    What Dreams May Come
    Beetle Juice
    Corpse Bride
    What Lies Beneath
    House of Dreams 2011
    Others
    The Orphanage 2007
    The Sixth Sense
    Home 1986
    Premonition
    Ghost Hound
    Ghost Hunt
    Serei no Moribito
    Inuyasha
    Kurosawa Dreams
    Bai She Chuan
    Photographer of the Elves
    Spirited Away: In the Land of the Gods
    Sun Taam
    Derriere les Murs
    Onmyouji 1 & 2
    Shounen Onmyouji
    Otogi zoshi: The Legend of Magatama
    Mushishi
    Aku No Hana

    To jest lista filmów i seriali które bardzo lubię
    a umieszczam je tutaj w nadziei że ktoś poleci mi inne
    ale żeby były właśnie w takim stylu :D

    Czyli dużo folkloru,mistyki,legend,szamanów,bóstw,całej tej "nad"przyrodzoności :D

    OdpowiedzUsuń
  37. Znalazłem przypadkiem takie coś

    http://www.youtube.com/watch?v=vQSVvbVzLrs
    i pomyśleć że kiedyś takie rzeczy nadawano w telewizji...

    OdpowiedzUsuń
  38. SHINSEKAI YORI


    Przenieśmy się około tysiąc lat w przyszłość – poziom cywilizacyjny na Ziemi cofnął się w rozwoju, ludzie zaś żyją rozproszeni po świecie w małych społecznościach. Mieszkańcy tej ery posiadają moce psychiczne zwane “Juryoku” (jap. magiczna siła), które pozwalają im zmaterializować co tylko sobie wyobrażą. Pod nieobecność zaawansowanych naukowo technologii, to właśnie na tej umiejętności polegają najbardziej.
    Pewnego dnia dziewczyna o imieniu Saki, razem z przyjaciółmi znajduje poza miasteczkiem małego robota-archiwum, zawierającego zapiski dotyczące dawnej cywilizacji oraz historii ludzkości. Dzięki niemu nastolatki dowiadują się, że Juryoku została odkryta w 21 wieku, powodując wybuch wojny światowej pomiędzy osobami, które mogły z niej korzystać i tymi, którzy tej umiejętności nie posiadali. Użytkownicy mocy psychicznych zwyciężyli, co dało początek rządom pełnym uciśnień i terroru.
    Kiedy jeden ze mnichów dowiaduję się, iż ich dzieci zdobyły tą zakazaną wiedzę, podejmuje decyzję o zapieczętowaniu ich Juryoku. W czasie eskorty dzieci do sanktuarium w lesie spotykają ogromną, chodzącą na dwóch nogach mysz znaną jako "Bakenezumi". Tak zostają zamieszani w brutalną wojnę, w której biorą udział rezydujące tam stworzenia.

    OdpowiedzUsuń